Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 września 2011

Na żywo z Bałaganu- czyli niedługo wracamy!

Witajcie,

Wakacje się skończyły, a wasi recenzenci w osobie Niezależnego i Bogdana powracają na strony bloga Niezależny Recenzent Miejski.

W nowym sezonie garść nowości, min. ambitny plan podcastu, nowy kalendarz koncertów nadchodzących oraz cała masa artykułów. To wszystko już wkrótce.
Niemniej by nie pozostawać dłużnym czas podjąć dialog z komentarzami, które rzuciły mi się w oczy niedawno na blogu- the first one is....

sobota, 21 maja 2011

Krakowskie Juwenalia 2011, oczami domatora





Witajcie,

Dawno już nie pisałem dla was. Może nie było tematów? Może zabrakło tego czegoś co poruszy oko, ucho i serce Recenzenta? Może po prostu zbyt leniwy nastrój dopadł Niezależnego. Wszystkie te opcje wydają się być prawdziwymi, nastał jednak czas by przeprosić się z klawiaturą i ocenić to i owo.

Cóż jednak tak mną wstrząsnęło, by skłonić do napisania nowego posta? Odpowiedź w nagłówku. Oto bowiem w grodzie Kraka, odbywają się mityczne Juwenalia, w których i ja udział biorę.

Drugim z przyczynków by złapać za pióro jest nowa postać polskiej blogosfery- Bezpośredni Bogdan, który od dziś łoić będzie wszelkie skazy tego świata. Witajże nam Bogdanie.
Tyle z ogłoszeń parafialnych. Jeśli macie ochotę przeczytać co Niezależny oraz Bogdan sądzą o tegorocznych Juwenaliach, a przynajmniej o tym fragmencie w którym uczestniczyli ciałem i duchem, zapraszamy poniżej.

Niezależny Recenzent Miejski & Bezpośredni Bogdan
(zdjęcie rodzinne)

czwartek, 23 grudnia 2010

Lądujemy (delay) w Zaraz wracam Tu

Witajcie,
Zebrałem całkiem sporo materiału do recenzji, ale nie miałem do tej pory pomysłu w jakim sosie go zanurzyć, tak by smakował jak najlepiej. Wczoraj pojawił się pomysł, a jak wiadomo, z pomysłem dobrze się przespać- skoro jednak z rana nadal siedział mi na ramieniu i natrętnie szeptał do ucha, uznałem, że jest pomysłem na sos wybornym.


Do rzeczy. O czym w dzisiejszym wydaniu Niecodziennika? Koncert, grupa muzyków i Zaraz Wracam Tu, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Zaraz Wracam Tu, NiPU, Kazimierz Dobrowolski, Paweł Michalec & Friedns oraz The Redskiss! Zapraszam do recenzji.

środa, 1 grudnia 2010

Muzeum Schindlera i inne rzeczy w błocie upuszczone.

Witajcie,

Niedawno polecałem wam odwiedziny muzeów Krakowskich, zamieściłem nawet krótki program itd.
Bokiem niestety wyszła mi ta impreza. Oczywiście wybraliśmy się na zwiedzanie i odwiedzanie, wybierając jako cel- Zabłocie. Przecież niedawno otworzono tutaj, dwie najciekawsze placówki na mapie muzealnego Krakowa- MOCAK i Muzeum Fabryka Schindlera. O ile pierwszy z wymienionych przywitał nas z otwartymi, pustymi wręcz ramionami, o tyle druga pozycja nie przywitała nas wcale.

niedziela, 28 listopada 2010

Awaryjnie bez dymów. Recenzja koncertu NiPU, Klub Awaria 27 XI 2010r.

Witajcie,

Z wczorajszej puli wydarzeń, obraliśmy za cel klub Awaria, mieszczący się na rogu ulic Mikołajskiej i św. Krzyża. Przyczajony w piwnicy lokal, nie od wczoraj zapewnia bywalcom hektolitry trunków i godziny muzyki na żywo. Można śmiało powiedzieć, że Awaria znajduje się w ścisłej czołówce klubów muzycznych Krakowa.
Coś jednak się zmieniło. Z dniem 15 listopada wprowadzono restrykcje, które uderzyły także i w to miejsce. Z lokalu zniknął dym i palacze. Jedni z zadowoleniem przyjęli nowe przepisy, inni pojedynczo i grupkami wystawali na zewnątrz, marznąc i zacierając ręce w kłębach dymu.



Nie wybraliśmy się jednak do Awarii po to by ocenić czy w niej pachnie czy nie, wybraliśmy się na koncert zespołu NiPU, na którego recenzję zapraszam!

sobota, 27 listopada 2010

Horror w tęczowej oprawie

Materiał pochodzi z bloga Niezależnego Recenzenta Miejskiego

NIE MAM "ZIET"- za co serdecznie przepraszam... uciekło, ale już je gonię!

Witajcie,

Jak już pewnie zauważyliście, na stronie pojawił się kalendarz z nadchodzącymi wydarzeniami, które nawiedzą miasto Kraków. Kalendarz, wypełniam po brzegi nadchodzącymi koncertami, wystawami czy wykładami- słowem, wszystkim co związane z szeroko pojętą kulturą. Kalendarz byłby niczym, gdybym nie trzymał się go, i za jego sprawą nie czynił recenzji nowych. Nie inaczej jest z jego premierą.
Z szerokiego grona dzisiejszych koncertów, wybraliśmy jeden, który z tych i innych powodów wydał nam się ciekawy. Koncert, czy raczej projekt, miał miejsce w Dębnickim Centrum Kultury- Tęcza, małym zacisznym i klimatycznym kino-teatrze, który przycupnął tuż obok Mostu Zwierzynieckiego. Skrótem- recenzja poniższa, dotyczy wizualizacji, i muzyki, kinematografii, Południcy, Żmija, Ducha i Wnętrz, nie koniecznie w tej właśnie kolejności. Do recenzji serdecznie zapraszam.

niedziela, 10 października 2010

O Nowej Hucie słów pisanych klika

-Witajcie- pociągając nosem rzekł dorożkarz i wsunął głowę głębiej jeszcze w obszerny kołnierz płaszcza.

-Witajcie, powiem i ja. Jako że dorożkarz i jego katar wszechobecnym stali się w Krakowie, tak i ja pociągając nosem szukałem i szukałem. Znalazłem to i owo, więc znów mogę pisać i oceniać lokalne podwórko. Za braki wczorajsze, a po prawdzie pisząc dwu-tygodniowe- przepraszam z głębi mojej czarnej stalówki i zacinającego się shifta (to naprawdę irytuje gdy trzeba wciąż i wciąż używać caps-locka, bo nie chce się człowiekowi naprawić tego irytującego ustrojstwa).

Jako że, Nowa Huta, dzielnicą SMKP Krakowa jest, choć wbrew założeniom pierwotnym, jako że wspomniana domena, otrzymała zaszczytne wyróżnienie od Financial Times, trzeba by zgłębić temat. Dlatego i z innych mnie znanych powodów, dziś reportaż o Nowej Hucie, niegdyś przygotowany z okazji rocznicy powstania przez tu siedzącego za tą klawiaturą z TYM SHIFTEM Niezależnego. Życzę miłej lektury, a potem, zapraszam do przesłuchania materiału zapowiadającego recenzję, która już niebawem. A ja wracam do jazzu- tego jesiennego i lepkiego, niesionego wiatrem i dymem, mgłą i słotą- Jazzu szlachetnego.

czwartek, 23 września 2010

Słońce tyłem świeci ponad Sukiennicami i MPK

Witajcie,

Najpierw, nim dane mi będzie stworzyć horror, jakiego dawno już świat nie doświadczył, poruszę temat zapowiadany od dawna, i tak wymęczony że szkoda dłużej się nad nim rozwodzić.

Sukiennice i wyprawa do nich.

Nie zabraliśmy aparatu, kiedy w niedzielne popołudnie, tuż po pracy i zjedzeniu srogiego hamburgera (ser wyszedł, więc z cheesburgera nici), udawaliśmy się do sukiennic. Nie wzięliśmy z czystej przyzwoitości, w końcu to muzeum, a kto w muzeum pozwoliłby robić zdjecia? Pomyliliśmy się, ale cóż, nadrobimy ten błąd niebawem. Niemniej po odczekaniu swego w kolejce wijącej się tego dnia przed wejściem do sukiennic, omijającej ostrożnie rozsatwiony na płycie rynku bazar ze starociami i przeciskającej się pomiędzy kupkami świeżo opadłych petów, doczekaliśmy się wstąpienia w progi, ponoć najnowocześniejszego muzeum we wszechświecie. Przesadziłem? Jasne, może nie najnowocześniejszego, ale w porównaniu do tego co było w sukiennicach jeszcze kilka lat temu, muzeum to poczyniło krok od narzędzi z kamienia ku hiperprędkości i podróżom u boku kapitana Kirka. Mile zaskoczeni odkryliśmy że w niedzielę wstęp jest wolny. Szybko udaliśmy się w kierunku sal wystawowych, i choć szarpałem z całych sił i tupałem nogą nie udało się zaciągnąć Niezależnej na balkon mijany po drodze.
Po wejściu do głównych pomieszczeń przeznaczonych dla zwiedzających, oczywiście obraliśmy błędną drogę i miast podążać za strzałkami, my wybraliśmy kierunek- od najfajniejszego do nudnego. Żartuję, ale oczywiście najpierw wybraliśmy się do sali w której zawisł piękny swym ogromem "Szał" oraz nurtujący swą kompozycją obraz "Natchnienie malarza". Ten ostatni do tego stopnia zafascynował Niezależną, że wracała do niego kilkukrotnie. Moje osobiste spostrzeżenie, rzeźba stojąca przed "Szałem" (który na mnie zrobił piorunujące wrażenie) zasłania go z dalszej perspektywy, z której tylko powinno się go oglądać. W sali znajduje się kolejny i kolejny obraz, oraz przesławna "Czwórka" Józefa Chełmińskiego, którą każdy widział na jakiejś repodukcji, a nie każdy zdaje sobie sprawę jak płótno ogomnym i przytłaczającym jest. Dodatkowo spokojnie konkurować może z Avatarem, bo gdy człowiek dłużej i dłużej wpatruje się w spienione pyski koni, w rozpryski wody i ogólny pęd który temu towarzyszy, mimowolnie usuwa się na bok, robiąc miejsce dla pędzącego zaprzęgu. Pozostałe sale, hmm. Pięknym jest "Rejtan na sejmie" czy "Bitwa pod Racławicami", ale nie robią już tak piorunującego wrażenia. Są piękne i cieszą oczy, a o gustach jak wiadomo- nie rozmawia się.
Po opuszczeniu ekspozycji, obowiązkowo musiałem wybrać inną trasę, nż ta sugerowana przez Niezależną, co skończyło się oczywiście moją bezwarunkową kapitulacją. Schodząc krętymi schodami ku wyjściu udało się wyjść na balkony zlokalizowane przy kawiarni. Szczerze współczujemy obsłudze kelnerskiej, która w swych zwiewnych uniformach stoi na tym wypizdówku, i szczerze zazdroszczę im podziwianych co dnia widoków. Każdy powinien zobaczyć choć raz rynek z tej perspektywy- warto.

Wizyta w Sukiennicach, in plus. Bo pięknie, bo ładnie i tak miło łaskocze gdy zagraniczni turyści zachwycają się dorobkiem malarzy wychowanych tu właśnie a nie tam gdzieś niewiadomo gdzie. Kolejny cel to "Muzeum Lotnictwa Polskiego" kilkukrotnie odwiedzone kiedyś, teraz znów przyjmie nas w swoje progi. Nas z szeroko otwartymi oczami i szczęką gdzieś w okolicach posadzki, łapczywie oglądajacych cudne statki powietrzne.


Horror tylko dla tych o mocnych nerwach!

Czas sprzyja bym poruszył temat dręczący od dawien dawna mieszkańców i turystów odwiedzających Kraków- temat straszny i niebezpieczny ze względu na swoją głębię. Temat, będący zmorą każdego kto się z nim zetknął, który nie jednego wpędził już w sidła choroby psychicznej- temat Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego miasta Kraków.

Jeśli już zetknąłeś się z tą złowieszczą ogrganizacją drogi podróżniku, a po przeczytaniu nagłówka, podniosłeś się spod biurka i nadal masz ochotę na to by horror ten wciągał Cię i pochłaniał, zapraszam- na własną opowiedzialność.

Rozpocznę dziś cykl, tropienia tych abstrakcyjnych wydarzeń, które dotykają nie tylko mnie ale i innych śmiertelników, którym, dane było doświadczyć srogości organizacji o której przychodzi mi pisać.


Odcinek pierwszy- "Tramwaj, zwany 19"

Stojąc na przystanku Solvay, podróżny zdawał się nie oczekiwać szybkiego przyjazdu tramwaju. W końcu godzina była późna, a On i tak był zmęczony. Ale oto zza zakrętu od strony pętli tramwajowej Borek fałęcki, wyłonił się długi lśniący swym metalowym cielskiem potwór. Jego błyszczące reflektory omiotły szybko ulicę i naraz skierowały się na tory, gdzie miały już pozostać do końca tej opowieści- ślepe i nie zważające na nic. Tramwaj był w połowie pusty, lub może w połowie wypełniony, podróżnymi takimi samymi jak On. Zmęczonymi- po pracy, udającymi się do domu, szczęśliwymi z powodu znalezionego wolnego miejsca. Tramwaj ruszył  z cichym sykiem i pognał przed siebie. On, jak zwykle odcięty od świata, spoglądał w zaciągnięte mrokiem wieczoru okna i niewyraźne w swym pędzie samochody mknące gdzieś daleko ulicą Zakopianiską. Na wysokości przystanku Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, jeden z pasażerów podszedł do Niego i zapytał nieśmiało:

- Czy ten tramwaj jedzie na dietla?

On spojrzał na tablice powieszoną niedbale obok i wskazując na napis powiedział z uśmiechem:

- Tak oczywiście. 

Przystanek Łagiewniki. Nagle jakby trąbą powietrzną wymieceni z wnętrza wagonu zniknęli pasażerowie. Z niezorzumieniem na twarzy jeszcze niedawno rozmawiający On i zagubiny pasażer przyglądali się temu widowisku rodem z hororu sci-fi. Co się z nimi stało? Gdzie się podziali?

Do rzeczywistości panującej w MPK przywórcił ich głos motorniczego:

- Wysiadać k*wa, zjazd na zajezdnie!

- Ale czy to nie jest 19 jadąca na Krowodrzą górkę? - Zapytał on.

- Nie k*wa! nie widzisz że tablice zdemontowane?- po czym motorniczy z nonszalancją zaczął zdejmować tablice informacyjne z haków.

Rzeczywistość tak odmienna. Teraźniejszość zmieniająca się w oka mgnieniu i światła tramwaju- metalowej bestii która obserwuje dramaty pasażerów bezsilnie wyczekujących kolejnego tramwaju, który bezpiecznie dowiezie ich do domu- pod warunkiem tylko że skasują kolejny bilet, bo inaczej pojawi się...

cdn.

A tym których tramwaj nie nadjechał, autobus się spóźnia i wogóle irytuje oczekiwanie na przystanku MPK przeprasza i proponuje komuniakcję zastępczą, w wersji DIY.




Miłej zabawy z klejem życzy

Niezależny Recenzent Miejski

niedziela, 19 września 2010

Krew na butach

Witajcie,

Wczoraj nad Krakowem przeleciał pierwszy od set lat smok. Przeleciał i zniknął, i chyba tylko ja go zobaczyłem, ponieważ nie wywołał szczególnego poruszenia tak wśród mieszkanców grodu. Dlatego informuje was- niezależnie- smok przeleciał nad Krakowem, z kierunku południowego na północny, około godziny 13:63. Pewności nie mam ale chyba kierował się na Warszawę. Może randka z syrenką?




Ale to nie smoki i nie syrenki zajmują serca i myśli mieszkańców Krakowa- w głowach głównie im maczety. To nie tak, że odkryli ich potencjał dopiero teraz, wszak w przeszłości, broń białą królowała na tych terenach. Potem w okolicach bliższych nam czasów, zakurzone noże wyciągnął z szuflady Pan Maleńczuk i włożył je w dłonie "chłopców", wszak "chłopcy w naszym mieście, mają charaktery ciężkie, noszą noże i kastety, chętnie biją kobiety". I tak już zostało. Maczety, katany jak i pewnie dużo szersza gama białej broni, zagościła na nocnych ulicach Krakowa. Zamiłowanie do niej powoduje zapewne zabawy z bronią, po któych co i rusz któryś z miłośników tegoż oręża ląduje w szpitalu z ciężkim przypadkiem amnezji dotyczącej ew. przyjaciół z któymi tą broń umiłował. Nawet media ukochały maczety, bo możemy dowiedzieć się z nich o tym, że np. ochroniarz w Krakowskim klubie odciął dłoń klienta, znaleziono pociętego maczetami chłopaka, zatrzymano samochód z młodymi ludźmi uzbrojonymi w maczety, itd. itd...

Starałem się rozwikłać fenomen tej broni, i doszedłem do prostych wniosków.

Po pierwsze, Kraków to miasto honoru- co jak co ale broń biała jest najbardziej honorową z nam znanych, dlatego jej populaność wśród mieszkańców, jest nie mała.



Po drugie, w Krakowie mieszka strasznie dużo ludzi, co za tym idzie wykorzystanie broni palnej na zatłoczonej ulicy, wiązało by się z nieuchronną porażką- w zwarciu skuteczniejszy jest miecz samurajski czy maczeta.



Po trzeciem, Kraków to miasto rycerzy- broń rycerska to broń biała.



Po czwarte- nie powiecie mi że koleś z mieczem u pasa nie wygląda kozacko!



Wnioski mówią same za siebie- nadchodzi nowa moda, na pogrążobnych w śnie ulicach miasta- moda na miecz i drogę samuraja. Tylko czekać, aż w okolicznych kioskach pojawią się tytuły takie jak "Shogun- ostatni władca Kazimierza" czy "Twoja osełka, twój przyjaciel". Za ciosem pójdzie Galeria, w której pojawi się sklep "Twój Kowal" a na błoniach otworzy się szkoła "KendoKrak"... Świetlana to przyszłość.



A już wieczorem do posta dopłynie zestwanie niedizelnej muzyki, także dziś aktualizacja muzyki jamendo,dlaego zapraszam ponowenie wieczorem!

Niezależy Recenzent Miejski

niedziela, 12 września 2010

Kiedy Death Metal okazuje się być zbyt delikatnym

Witajcie, 

Przyszła do mnie dziś nie wiem skąd, i nie wiem dlaczego. Nie pytała czy może usiąść, czy może zająć mi chwilę czasu. Przyszła i postanowiła mi towarzyszyć, a ja, jako że nie miałem specjalnej ochoty by się szarpać czy sprzeciwiać postanowiłem nie zwracać na nią uwagi. Ale że zwierzak ten drapie i gryzie w momentach bez echa, trzeba go czymś zagłuszyć. Najlepiej muzyką. Pech chciał, że dziś akurat www.jamendo.com padło, i nic nie wskazuje na to, że podniesie się w przeciągu kilku chwil, dlatego dziś moje osobiste zestawienie prosto z www.youtube.com - piosenek jesiennych, chłodnych lub otulonych kocem ciepłej pary unoszącej się z nad kubka pełnego herbaty. Zestawienie dogrzewane kaloryferem, który wciąż niebieski i znów grzeje!

- Hura! - zakrzyknął Kot Zabójca Nudy, klepiąc się po źle ogolonej twarzy.

A teraz przed nami, trochę Krakowskie, a trochę nie, ale na pewno jesienne zestawienie 10 klipów muzycznych prosto z www.youtube.com

Miłego słuchania

Niezależny Recenzent Miejski

Miejsce 10. Don Byas i Just a blues

Miejsce 9. T.Love i "To wychowanie"

Miejsce 8. Pidżama Porno i "Stąpamy we dwoje"

Miejsce 7. Myslovitz, Marek Grechuta i "Kraków"

Miejsce 6. Black Era i "The black page"


Miejsce 5. Rob Costlow i "Bliss"

Miejsce 4. Howlin Wolf i "Spoonful"

Miejsce 3. Mahalia Jacson i "Summertime/Motherless Child"


Miejsce 2. Homo Twist i "Bema Pamięci Żałobny Rapsod"


Miejsce 1. Noir Desir i "Des Armes" oraz "A ton  étoile" 




W następną niedziele, pojawi się nowe zestawienie, miejmy nadzieję że troszeczkę cieplejsze, tak duchem jak i aurą.  

Zachęcam do odwiedzania blogów znajdujących się w zakładce- Polecam i Wam- dziś zaktualizowana lista, przyciągnęła mnie w progi ludzi, którzy nie tylko piszą ciekawe rzeczy, ale i tworzą, o czym możecie przekonać się sami. 

Jeszcze raz, z zamglonego Krakowa- 

Niezależny recenzent Miejski


środa, 8 września 2010

Wężowe opowiastki

Witajcie,

Jako że zmienił się adres, pod którym rezyduje Niezależny Recenzent Miejski, część z was pogubiła się i nie mogła odnaleźć miejsca, w którym recenzje przeplatają się z surrealistycznym planem urbanistycznym Krakowa. Staram się właśnie aby i poprzedni adres bloga był dostępny, tak więc proszę o nieco cierpliwości a już niedługo będziecie mogli wybrać czy użyć www.miastokrakow.blogspot.com czy może www.niezaleznyrecenzentmiejski.blogspot.com, by odszukać newsy o tym co w Krakowie piszczy, i dlaczego tak głośno.

Niestety nie udało się wczoraj dotrzeć w progi Sukiennic, mam nadzieję, że któryś z weekendów, przyniesie jednak sukces w tym działaniu.

Czytając dziś jeden z serwisów dotyczących Krakowa, natknąłem się na temat związany z opieszałością i ogólnym olewnictwem serwowanym w wykonaniu PKP.
 
www.pkp.pl 

Temat dotyczył jednej z dzielnic miasta, i zaniedbanego dworca, którego remontu i sprzątania musiał podjąć się prywatny inwestor, bo PKP się nie chciało.
Sprawa organizacji o której mowa, oraz jej miejsca w mieście, nakłoniła mnie do napisania właśnie tego wpisu. Obserwując to w jakim pięknym stylu rozwija się Kraków- czy to poprzez remonty starych kamienic, rozbudowę sieci komunikacyjnej, rewaloryzację parków, czy budowę nowych obiektów użyteczności publicznej, drzazgą w oku staje wizerunek pasa ciągnącego się w centrum miasta, a należącego do PKP. Nie chodzi już nawet o to, że ich majątek rozpada się w palcach, nieużywane odcinki szyn rdzewieją a budynki co i rusz zawalają się. Nie boli zarośnięty krzakami odcinek torowiska przerzucony nad ul. Prądnicką, czy opłakany stan wiaduktu na ulicą Kamienna (swoją drogą podobny, udało się wyremontować na ulicy Lubicz). Boli całokształt wyglądu firmy która niejako jest wizytówką Krakowa jak i Polski ze względu na funkcję jaką pełni.

www.nasiklasowicze.blox.pl 

Jak widać nie da się odsprzedać czy przekazać w formie darowizny terenów, które nie są już użytkowane. Nie można też pozbyć się w formie przetargu obiektów, czy wynająć peronów osobom prywatnym, które mogłyby korzystać z nich jak z ogromnych bannerów reklamowych- nie można bo nie, a w ogóle to nikt nie jeździ już koleją i nie mamy pieniędzy, a pociąg i tak się spóźni. Dlatego z wytęsknieniem oczekuję, aż na rynek polski wejdą koleje zagraniczne, które mam nadzieję nie tylko nie będą się spóźniać, ale i zadbają o to by komfort towarzyszył nam od momentu kiedy wchodzimy na peron, do momentu kiedy opuszczamy go w zupełnie innym miejscu kraju.
A póki co lecimy z naszym fantastycznym PKP. 


www.designtracker.blox.pl 

Koniec Architektury pt. 2. 

Temat architektury trzeba poruszyć po raz kolejny. Tym razem skupię się na budynkach i przedsięwzięciach, które powstały i zaczęły funkcjonować w przestrzeni miejskiej stosunkowo niedawno. Wybrałem kilka swoich propozycji i dodałem te o których pisaliście. 

Pierwszy typ to- Galeria Krakowska- choć budziła i nadal budzi kontrowersję, uważam że Kraków nie może się już bez niej obyć.

www.foto.recenzja.pl/Forum-album_showpage-pic_id-155904.html 

Nie tylko łączy ona w sobie elementy centrum komunikacyjnego ale oferuje bogatą ofertę sklepów i usług zlokalizowaną w jednym miejscu. 

www.krakowlife.com 

Na stałe wpisała się już w przestrzeń i od niej rozpoczął się proces rewitalizacji obszaru ulicy Pawiej, która stać ma się docelowo bulwarem, oferującym pełną ofertę usług skierowaną do spacerowiczów i przyjezdnych. 

Typ numer dwa- budynek biurowy przy ul. Opolskiej- (pod fantastycznym adresem Opolska 100).Vinci Office Center to nowoczesny budynek, który pomimo swojej klasycznej formy robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza po podświetleniu w nocy. 

www.centrumvinci.com 

Co więcej istnieje spore prawdopodobieństwo, że jest to pierwszy z wielu wysokościowych biurowców w pasie ulicy Opolskiej- Bora Komorowskiego. Wypełniło by to lukę, braku wysokich nowoczesnych biurowców w grodzi Kraka. Już stoi wieżowiec przy Bora Komorowskiego, jeden z kilku z nowego centrum biurowego w tym rejonie, a przy rondzie Barei dumnie pręży swoje okna budynek CapGemini. Trzymam kciuki by ta część miasta, do tej pory utożsamiana raczej z zabudową blokową, rozwinęła się w kierunku wysokich i nowoczesnych Office centers. 


Typ numer dwa w moim zestawieniu wespół z w/w budynkiem zajmuje Krakowskie GTC, zlokalizowane przy ulicy Armii Krajowej tuż obok miasteczka studenckiego AGH. Budynki Galileo Newton oraz Edison, w swojej prostocie dopasowane są do pełnionej funkcji.


www.instal-klima-projekt.pl 

Dodatkowo mają doskonałe połączenie z resztą miasta, przez co sytuują się bardzo wysoko w rankingu cenowym pod wynajem na przestrzeń biurową. Ich poste a zarazem wąskie sylwetki usytuowane obok siebie sprawiają wrażenie kolumn, stojących w rzędzie. Inwestorzy okolicznych budynków mieszkalnych zdają się podzielać moje zdanie co do piękna tej architektury, wykorzystując wzorzec w kolejnych powstających przy GTC blokach.


 www.idacdonikad2.blox.pl

Typ trzeci.Opera ul. Lubicz. Co z nią pytacie? Ano zakwalifikowałem ją pierwotnie do typu średnio udanych inwestycji- czy to przez architekta który ją zaprojektował, czy użyteczność związaną z ogromnym parkingiem, czy wręcz jej kompozycję, która nijak nie współgra nie tylko z okoliczną zabudową, ale i z sobą samą. Głównie jednak raziła mnie architektura światła jaką zastosowano w głównym holu. 
Niemniej jednak, po wizycie pod omawianym budynkiem, chwili zastanowienia a przede wszystkim analizy, doszedłem do wniosku, że to chyba jedyny budynek, (z nowo powstałych) który może mierzyć się z hotelem Forum czy "szkieletorem". Jego nowoczesna bryła, kontrastowe barwy- krzykliwe i tak fascynujące zwłaszcza w nocy a zwłaszcza nowoczesność podejścia do tematu, przywodzą na myśl to o czym mówi się i mówiło min o forum czy "błękitku". 
Budynek jest kontrowersyjny- może budzić zachwyt lub ubolewanie nad stanem Krakowskiej przestrzeni miejskiej, ale coraz bardziej zaczyna się podobać, a to znak, że jest w nim coś co przyciąga uwagę i to coś jest jak najbardziej pozytywne.

Moja mała lista nowej architektury zamknie się na operze właśnie, a ja w gąszczu Krakowskich chodników poszukam kolejnych tematów do przenicowania i obśmiania, a może wywyższenia i pochwalenia. Okaże się już niebawem.

Zakończę małą sugestia...

 ROZPOCZNIJCIE WRESZCIE SEZON GRZEWCZY! BO ZIMNO! 

  
www.iskandar-z.onsugar.com
  

Z zimnego choć słonecznego Krakowa- 
Pozdrawiam Niezależny Recenzent Miejski 

piątek, 3 września 2010

A więc stało się! Super AS napoił się winem.

Witajcie,

Stało się i póki co nieodwołalnie- zmieniłem adres bloga, by nieco go ucywilizować i określić już na wstępie mój target- miasto Kraków. Mam nadzięję że nie obraziłem nikogo tym czynem, a z tego co widzę, nie zmalał też popyt na teksty :) Niezmiernie się cieszę i polecam na przyszłość. 

Tyle słowem wyjaśnień. 

Na zakończenie tego jakże rozbuowanego posta, zostawiam moją osobistą inspirację co do nowego adresu, i dalej odliczam sobie czas do słodkiego weekendu. 

Pozdrawiam 

Niezależny Recenzent Miejski (tutaj przynajmniej nic się nie zmieniło, i zmieniać się nie będzie. Ot lubię tę nazwę za jej atuty związane z jezykołamaniem:)

PS. Już jutro moje wrażenia z wizyty w muzeum Sukiennic- o ile dotrę tam dziś, bo możę stać się różnie.

PS: PS: rozpoczynam mała kampanię reklamową bloga, za pomoc- z góry dziękuję :)

piątek, 27 sierpnia 2010

Koniec architektury

Witajcie, 

Dziś krótko i na temat. Temat bardzo aktualny bo związany z przestrzenią życiową Krakowa, a dokladnie jego architekturą. 

Jako że od jakiegoś czasu mam okazję przejeżdżać cały Kraków tramwajem (od pętli do pętli), mam sporo czasu na obserwowanie architektury. Nie żebym nie robił tego wcześniej, spacerując po ulicach grodu Kraka, po prostu teraz jest więcej czasu, który mogę marnować wlepiając swój wzrok w okno tramwaju. 

Co z tych obserwacji wynika? Doszedłem do prostego wniosku. Po 89 roku, nie wybudowano w Krakowie w zasadzie nic interesującego. Straszne gromy posypią mi się na głowę, bo oto zostanę okrzyknięty fanatykiem broniącym starych budynków lub zwariowanym estetą. Nic bardziej mylnego. Moje stanowisko opiera się na postej analizie. Przed nastaniem nam nowego systemu, kiedy średnio dbano o kompozycję miasta, i nikomu nie przeszkadzało budowanie nowoczesnych budynków w obrębie starego miasta, realizowane były ciekawe eksperymenty, które weszły nie tylko do kanonu budownictwa, ale także stanowią  element tożsamości samego miasta. Wystarczy wspomnieć o Hotelu Forum, Biprostalu, sławnych niedawno "Żyletkowcach", budynku "Stu balkonów" czy architekturze Nowej Huty. Wszystkie te konstrukcje ze swym ciągle żywym avatarem "Szkieletorem" są rozpoznawalne niemal w całej Polsce i utożsamiane z Krakowem.

Co zatem wybudowano po transformacji, w dobie wolności i doborbytu, co przykuwa uwagę a zarazem jest supernowoczesne nie tylko poprzez swoją konstrukcję ale i design? Myślę, szukam i przychodzi mi na myśl tylko Galeria Krakowska- do której już się przyzwyczaiłem i uważam ją za nie tylko ambitny ale i ciekawy projekt, oraz Opera Krakowska, która co tu dużo pisać, nie należy do najlepszych projektów. 


Dlaczego jednak uparłem się na tę  brutalna architekturę, którą przedstawiłem niczym ikonę Krakowa? Dlatego ponieważ jest pomimo upływu lat, ładna i estetyczna. Zawiera w sobie wszystkie elementy, ktore przemawiają za tym by uznawać ją za nadal nowoczesną. Hotel Forum- bryła zawieszona nad Wisła, wydaje się lewitować ponad powierzchnią ziemi. Nowa Huta- miasto estetyki i użyteczności, nieraz przytłaczające swym ogromem by niekiedy oczarować podcieniami i ukrytymi w strzelistych balkonach ogrodami. Biprostal- wyzwanie rzucone okolicznej, niskiej i klasycznej zabudowie, podkreślający swą odmienność modernistyczną mozaiką i zastosowanymi materiałami. I w końcu Szkieletor- niemy symbol upadku socjalizmu. Budynek, mający być pierwszym z wielu na Krakowskim "Manhatannie", a w efekcie, przez wiele lat stanowiący nie lada problem dla miejskich urbanistów, którzy nie wiedzieli co począć z jego nagą, niedokończoną konstrukcją.

Co powoduje, że dziś choć technika jak i możliwości sa większe, w Krakowskiej architekturze wieje nudą i szarością? Choć architekci prześcigają się w tworzeniu nowych konstrukcji, to wszyscy, obawiają się negatywnych opini, mówiących, że w Krakowie już nie można, nie da się, nie wolno budować nowocześnie by nie naruszyć wizerunku starówki. Gratuluję takiego podejścią, oby tylko Kraków nie skończył jak Bolonia, w której uszanowanie dla starej zabudowy przerodziło się w monotonię i nudę  wyzierającą z każdego zaułka- bo nowych projektów tak tam jak i tu brakuje. 

Z wiejącego architektoniczną nudą miasta 

Niezależny Recenzent Miejski. 

Ps.

Ktoś napisał kiedyś, że normy dotyczące zabudowy zabiły indywidualność architektury. Podpisuję się pod tym z całą stanowczością. 

Ps.2

Fakt, moja wina, chodziło mi to po głowie i chodziło, i zapomniałem o muzeum nadwiślańskim, które jest ciekawe, ale szczerze? Nie targa serduchem tak jak pobliski hotel Forum. 

Co do Łagiewnik, to średnio- kanonem to się nie stanie i za 30 lat wątpię by ktoś do tegoż budynku wzdychał, zwłaszcza dodawszy plany rozwojowe 'konglomeratu" oraz projekt iluminacji. 

niedziela, 8 sierpnia 2010

Tańczyć w jaskini przyszłości na wysokościach Krakowa

Witajcie, 

Nowe spostrzeżenia plus nowy materiał. Mieszanka owocuje radosnym gajem pełnym owoców- słodkich i soczystych. 

- O'rly?

- Taa:)

W ubiegły piątek Kraków jakby przygasł. Nie było koncertu w Awarii ni w innych nawiedzanych przeze mnie miejscach. Na rynku grała Katalońska muzyka, ale miasto, pogrążone w wieczornych pomrukach odległej burzy zdawało się zasypiać. Pomyślałem trudno, nie będzie dziś muzyki na żywo, ale oto przed oczami pojawił się news, o koncercie nie dość że intrygującym, to jeszcze odbywającym się w miejscu którego nie znałem. Można spróbować- z tą myślą udałem się w kierunku skrzyżowania ulic św. Tomasza i Jana. Szukałem chwilę klubu, ale nie znalazłem. Mocno tym faktem podłamany już miałem odpuścić, ale oto podbiegł do mnie chłopak z parasolem, i zapytał czy nie mam ochoty posłuchać fajnego koncertu w klubie obok. 

- World Trans System?

- No tak właśnie nazywa się kapela, która gra dziś. 

- Wybawicielu! Daj dwie wejściówki i pokaż gdzie znajdę tę niecną knajpę której szukam od 15 minut!

Znalazłem. 5 metrów ode mnie. Co śmieszniejsze nie zauważyłem głównej postaci WTS, stojącego w drzwiach do klubu INTRO  Simeon'a Lenoir.

Ślepyś...

Niemniej, po odnalezieniu Niezależnej, szybko udaliśmy się na miejsce by posłuchać koncertu, na który już niemało się nakręciłem. 

Słów kilka o miejscu zwanym INTRO

Klub Intro, znajduje się w tzw. "Zaułku niewiernego Tomasza" czyli we wnęce jaka znajduje się po prawej stronie skrzyżowania ul. Jana i św. Tomasza, idąc od rynku. Obok, znajdziecie knajpki takie jak Dym, Pod Dorożką czy Camelot. Laaaaansem powiewa, wiadomo bowiem, że w żniwa pod Dymem gromadzą się tłumy, po to tylko by być widzianymi. Co ciekawe w klubie Intro, nie panuje ścisk, ani nachalna atmosfera, towarzysząca sąsiadom. Jest spokojnie, delikatnie i intrygująco. Ściany w kolorze brudno- szarym pokryte są kolumnami cyfr, przypominającymi te jakie znamy z kultowego już filmu Matrix. Ale to nie wszystko. Wysokie wnętrze zostało zaaranżowane by, przynajmniej w moim mniemaniu przypominać jaskinię. Nie bójcie się, ściany nie zostały sztucznie dostrojone kamieniami czy mchem. Chodzi o wysokość, która gdzieś tam gubi się w cieniach, oraz lampy, które mnie skojarzyły się z stalaktytami, nisko zwisającymi w grupach nad stolikami.Kinkiety utrzymane  w podobnym designie podświetlono dodatkowo pomarańczowym kolorem co sprawia wrażenie że to nie kawałki zagiętej rury ale obrośnięte fluorescencyjnymi porostami wytwory skalne. Taki to nowoczesny a zarazem intrygujący wygląd ma wnętrze klubu. Dodatkowo zastosowano podział na trzy sale. Pierwsze dwie są rozdzielone jedynie poprzez ustawienie stolików i wysokich na metr przegród wyrastających z podłogi. Optycznie mamy dwie sale w rzeczywistości jedną. Znajdziecie tutaj bar i mini scenę. Po za nimi mieści się wąski korytarz, w który udało się wkomponować dodatkowe stoliki i wygodne siedziska. Całość wywiera wrażenie niby jaskini, zlokalizowanej wśród nowoczesnej techniki. Siedziska, czy raczek pseudo sofy to bardzo ważny punkt programu. Jak wiadomo, to one właśnie a nie krzesła, są najwspanialszym elementem w klubach, lecz z nieznanych przyczyn właściciele nieczęsto decydują się na ich użycie. Szczerze powiedziawszy, w okolicach rynku, można policzyć na palcach wszystkie kluby posiadające te meble na swoim wyposażeniu, a im dalej od rynku tym gorzej. Podsumowując, jeśli chcecie wybrać się do ciekawego klubu niedaleko rynku, porozmawiać czy napić się piwa możecie spokojnie iść do Intro, dodatkowo zbierzecie klika gwiazdek lansu, mając świadomość przebywania w tak bliskiej okolicy Dymu... :P

Lanssssssss ;)


Ale, ale. Wróćmy do koncertu. Troszkę się przeciągało, przeciągało, ale wreszcie w niepełnym co prawda składzie World Trans System wyszedł na scenę (w osobie wspomnianego wcześniej Simeon'a Lenoir). Muzyka, jaką zaprezentował przesycona jest rytmem, który hipnotyzuje i wciąga. Monotonnie wybijany na bębnie rytm, plus brzmienie gitary, skutecznie odcinają od świata, który gdzieś tam spoza okien spogląda na nas oczami przechodniów i turystów. Nie będe rozpisywał się o samym artyści, miast tego obejrzyjcie sobie sami bardzo fajny filmik o nim i jego projekcie.

Opiszę moje wrażenia. Muzyka, której dane mi było słuchać, jest dla Krakowskich scen egzotyczną. Ot pojawia się czasami w wykonaniu Que Pasa, ale nie widać jej na mapie nocnego Krakowa zbyt często. Dlatego koncert był dla mnie nie tylko sposobem na spędzenie czasu w piątkowy wieczór, ale i możliwością prawdziwego zrelaksowania się w przyjemnym otoczeniu. 

Całokształt naruszał nieco taniec dwóch tancerek, który nie pozwalał do końca skupić się na samym artyście i jego muzyce. Choć z drugiej strony taniec hipnotyzował dodatkowo :) Koniec końców, mogło się podobać, ale też mogło wymieść całą publiczność, której takie zmiany w jadłospisie nie pasują do ich menu. Mnie rozbawiło, i przyniosło skojarzenie z dyskotekami ameryki południowej, które działają w taki właśnie sposób, że artysta z gitarą gra na scenie, wokół niego kłębią się gibkie dziewczęta a pod nimi tańczy zgraja okolicznych ludzi mających ochotę w taki właśnie sposób się rozerwać. Oczywiście może też kojarzyć się to z legendarną telenowelą "Zbuntowany anioł" (słusznie).



Poniżej kilka klipów WTS, dla chętnych oraz adres MySpace projektu dla chętnych do zobaczenia go na żywo. Tak, tak! Wystąpią jeszcze w Krakowie, a najbliższy koncert w Hostelu Giraffe 10 sierpnia, potem 11 znów pojawią się w Intro, więc macie możliwość sprawdzenia nie tylko jak gra WTS, ale i zobaczenia klubu. 

WORLD TRANS SYSTEM NA MYSPACE



Sprawa druga, Szkieletor....

Tamta da da!

Oto zapowiedziano, że zakończył się wstępny proces projektowania a zarazem uzyskiwania (błagania) konserwatora zabytków, o zezwolenie na prace. Co prawda nie ma jeszcze zezwolenia na budowę, ale zdesperowani urzędnicy miejscy zrobią już chyba wszystko by pozbyć się elementu nieukończonego wieżowca, szpecącego miasto. Co ciekawe, jak zwykle udaje się to dopiero przed wyborami, ale o tym, że w Polsce nie ma niczego bezinteresownie, wie już chyba każdy :)

Niemniej projekt przebudowy, remontu, dokończenia- zwał jak zwał, budynku NOT, wygląda nie tylko przyjemnie dla oka, ale i bardzo profesjonalnie. Nie mamy już złotych kopuł, ani klockowatych betonowych budynków, a pojawia się przed nami eleganckie i przejrzyste w zabudowie centrum biznesu i usług, zajmujące całą powierzchnię znienawidzonej przez estetyków zabudowy miejskiej, działki przy rondzie mogilskim. Miejmy nadzieję, że projekt uda się szybko rozpocząć, i obok kampusu UEK, które zresztą też w rozbudowie, stanie budynek o elegancji jaką przedstawiają koncepcje przygotowane przez grafików. Co prawda już są tacy, którzy przypinają mu metkę staroświeckiego czy przestarzałego, ale szczerze powiedziawszy, wydaje mi się on pasować do klimatu i konserwatyzmu miasta. Poniżej kilka grafik przedstawiających nowe świecidełko miasta. 




sobota, 10 lipca 2010

Czy jeśli zamknąć oczy, świat zatrzyma się na chwile?

Trochę mnie tutaj nie było. Zakurzyło się i porosło pajęczyną. Ale nic to, biorę się znów do roboty. To że nie pisałem przez miesiąc ponad, nie oznacza, że w Krakowie nic się nie działo. 

Niemniej jednak powracam w glorii 35 stopniowych upałów, i zabieram się do pracy, mam nadzieje że już niedługo z pomocą kolejnego Recenzenta. 

O czym dziś? 

Zapowiadałem recenzję płyty Czesława- będzie. Pojawi się zdjęć, dla tych, którzy chcą zobaczyć jak wyglądało wyburzanie na Pawiej, o którym pisałem wcześniej- będą i zdjęcia (ostrzegam, materiał wykonano przy użyciu żelazka, więc jakość jest przy dużej dozie litości- średnia). I wreszcie na koniec opowieść o ciężkim życiu rowerzysty w Krakowie. 

Zapraszam do czytania, a przed nim chwila rozrywki z zespołem którego muzyka niejednokrotnie poprawiała mi humor i ratowała nawet najgorzej zapowiadające się dni.


I jak tu się nie uśmiechnąć?

Do poniższej galerii nie potrzebny komentarz, ot wyburzenie, ale takie na które wielu czekało z utęsknieniem (min. pan inwestor, który postawi tutaj nowy biurowiec).

"Plus w tym taki, że nie będą się już pod galerią gnieździć dziobaki"




A Czesław Śpiewa ponad tym całym Krakowem

Przyszedł czas na zapowiadaną recenzję płyty Czesława Mozila, o tytule, który choć nie pozostawia wiele do domysłu, to jednak myli przeciętnego odbiorcę. "Pop" bo tak zatytułowana została płyta, wydana została nakładem wydawnictwa Mystic w pierwszym kwartale panującego nam roku pańskiego 2010.

Brzmienia, jakich posłuchać możemy na nowej płycie to znane już z poprzedniego albumu, połączenie folkloru akordeonowego z walczykami i nowoczesnymi rytmami. 

Co najpiękniejsze w tej płycie- gdy słuchacie jej na dobrym sprzęcie, możecie dosłuchać się dźwięków wydawanych przez zapadki i wszelakie ustrojstwa, dzięki którym instrument wydaje dźwięk. Przez to muzyka staje się żywa i klimatyczna- ot jakbyśmy sami stali obok artysty i wsłuchiwali się nie tylko w nuty, które słychać normalnie ale i te ukryte, którymi instrumenty witają się z słuchaczem. 

Kompozycyjnie płyta oparta jest o historię, czego brakowało w "Debiucie". Tym razem artysta daje nam coś więcej niż tylko chwytliwe teksty i melodie. Czesław, wydawałoby się opowiada nam historię, którą rozpoczyna piosenka wręcz dziecięca-"Piosenka Dla Pajączka", jak dla mnie najsłabsza na całej płycie. Potem podmiot liryczny płyty rośnie, dojrzewa, dostrzega rzeczy o których wcześniej nie miał pojęcia i wpada w wir kłopotów rodzinnych wraz z piosenką "Kiedy Tatuś sypiał z Mamą". Piosenka, która na pierwszy rzut ucha wydaje się być prosta, ma w sobie głębie i postrzeganie sytuacji w niej przedstawionej tylko oczami dziecka, okazuje się być niewystarczające. Dziecko obserwuje rodzinę i opisuje ją z mądrością człowieka dorosłego- historię więc osobiście potraktowałem jako retrospekcję, i próbę analizy tego co wydarzyło się kiedyś. 

Trzeci utwór, to hit, który płytę promuję. Jeśli Czesław chciał pokazać nam że "Maszynka do świerkania" nie była jego ostatnim słowem- trafił w sedno. Posłuchajcie sami:

Moim zdaniem najlepszymi utworami, jakie znalazły się na płycie, są - "Krucha Blondynka" i kompozycja po niej następująca- "Podziękowanie". Osobiście dla mnie, te dwie piosenki dopełniają się wzajemnie i tylko razem brzmią dobrze. Delikatnie zaśpiewane, z chórem, który nadaje "Kruchej Blondynce" nostalgiczny, szarpiące za serducho posmak, i tekstem... brzmi to dla mnie uroczo a zarazem niepokojąco, sprawiając, że mogę tych dwóch utworów słuchać bez końca. Zwłaszcza, że po skomplikowanym początku, studzi nas wręcz ascetyczne "Podziękowanie", krótkie, proste i oczywiste, oprawione jedynie, albo aż- dźwiękami akordeonu. 

A oto i tekst "Kruchej Blondynki":

Opowiem wam kto ze mną tak
Ostatnio spędza najmilszy czas
Krucha blondynka zawsze na tak
Właśnie dlatego dziś mi jej brak

Szeptem mówią zabiorą mi Ciebie
Nie wiele brakuje a strace wiele
Ty i ja serduszka dwa
Czemu nam źle jak dobro wciąż trwa?
I płacz i tańcz na szkle walca
Kiedy ty i ja będziemy parą?
Ty i ja będziemy parą?

Każdy z nas tak by chciał
Brać Cię wciąż jak pierwszy raz brał
Ty zawsze wolna ja narzeczony
Jestem od Ciebie uzależniony

Głośno mówią nie wrócisz do siebie
Nie zdążysz przeskoczyć nie zdążysz przebiec
Ty i ja serduszka dwa
Czemu nam dobrze wśród tego zła?
I walcz i płacz i tańcz walca
Wtedy ty i ja będziemy parą!
Ty i ja będziemy parą!

Im dłużej wsłuchujemy się w dźwięki płyty, tym przyjemniej- historia płynie nam dalej, zabierając nas wprost do serca i pokazując uroki miłości. Tutaj niezbędny wydaje się głos kobiecy, jak bowiem śpiewać o miłości samemu? Pomoc przynosi najpierw Kasia Nosowska w piosence "Caesia & Ruben", opowieści o miłości tak prostej i delikatnej, a zarazem spalającej. Kameralnie i kulturalnie, a przy tym porywająco? Można!

Ale miłość nie jedno ma imię, o czym przekonać nas może piosenka "Dziewczyna z Branży". W piosence, celowo lub nie umieszczono reklamę 2 klubów, o których ja pisał już nie będę, ale polecam odwiedzenie, zwłaszcza tego pierwszego :D

W piosence Czesława wspiera... Nergal. Mocny wokal, którego użyczył wokalista Behemota, podkreśla chór, wyśpiewujący esencję historii przedstawionej w utworze.

Lecz tam, gdzie miłość
głaszcze cię dłonią
Nie płać za dymy,
co miłość chcą twoją.
Lecz ten, co słów twoich słucha
Słucha jak miłość wrzeszczy do ucha.
Lecz tam, gdzie miłość
głaszcze cię dłonią
Nie płać za dymy,
co miłość chcą twoją.
Lecz ten, co słów twoich słucha
Słucha jak miłość wrzeszczy do ucha.

I wreszcie trzecia postać wspomagająca Czesława, Gaba Kulka- jak sam artysta przyznał utwór "Caravan" był w całości jej pomysłem. I rzeczywiście, kompozycja, w której połączono bliskie artystce klawisze z instrumentarium Czesława, wypada świetnie. I znów te chórki! Fenomenalne. W utworze Czesław jest tłem, które dopiero w drugiej części piosenki nabiera mocy i przygotowuje nas na bardzo mocny finał. 

Czas na zakończenie płyty a zarazem recenzji. Ostatni utwór- "Pożegnanie małego wojownika", kończy drogę jaką przebyliśmy wraz z Czesławem. Bo jak inaczej można pożegnać się z postacią liryczną, jeśli nie życzeniem mu powodzenia w walce z otaczającym światem? 

Piosenka, może być odebrana dwojako- z jednej strony części odbiorców nie spodoba się elektroniczne brzmienie, melodia oderwana od całej płyty i ostry wokal Czesława. Z drugiej strony, piosenka, która nie jest lansowana na hit płyty, mogła by się nim łatwo stać. Ma chwytliwą melodię i z całą pewnością żyje!. Tekst jest tak jak już wspomniałem zakończeniem historii chłopca, którego poznajemy wraz z pierwszymi utworami: 

I raz i dwa
Na posterunku żołnierz trwa
I idzie na dorosły front
Naprawić swój dziecinny błąd

Warto dodać, że dzięki wykorzystaniu, nie tylko języka na płycie, może ona spokojnie konkurować na rynkach zagranicznych, a poza tym brzmi on miejscami znacznie lepiej niż nasza mowa ojczysta. Takie moje osobiste zdanie:)

Czas na ocenę ogólną płyty:

W skali 1/10 N "POP" otrzymuje kolejno:

Muzyka ...............................N N N N N N N N N N

Teksty..................................N N N N N N N N N N

Cena......................................N N N N N N N N N N

Okładka.................................N N N N N N N N N N


Ogółem..................................N N N N N N N N N N

Wynik godny podziwu i na pewno wart utytułowania go albumem o klasie 


A teraz słów kilka na temat...

Kraków nie jest miastem dla rowerzystów.

Temat, nie jest najnowszy, w końcu nie od dziś wiadomo, że Kraków, który z całych sił stara się promować jako miasto przyjazne rowerzystom, wychodzi na tym marnie. Trzeba przyznać, że poprawiają się warunki- powstają ścieżki rowerowe, wypożyczalnie miejskich rowerów, itd. ale wszyscy podkreślają, że to za mało. Niedawno omawiano sprawę fatalnego stanu ścieżki rowerowej na ulicy Kopernika- zniszczona nawierzchnia doprowadziła do wypadku rowerzysty, który upadł, po tym jak koło jego roweru zaklinowało się w szczelinie w jezdni. Potem wyszła na jaw sprawa bubla w okolicy nowej kładki rowerowej nad Wisłą, łączącej Kazimierz z Podgórzem, która owszem, jest, nawet rowerzyści mogą po niej jechać, tyle że tylko w jedną stronę, bo ulica którą na most można się dostać przewidziana jest jako jednokierunkowa . Ten problem wydaje się mieć swoje rozwiązanie, magistrat zapowiedział wprowadzenie znaków, które umożliwią rowerzystom korzystanie z dróg jednokierunkowych, jak z normalnych ulic. Taki stan rzeczy ma być wprowadzony od 1 września. Brawo! Szkoda tylko że jedynie na wybranych ulicach w centrum i Kazimierzu. Ostatnim problemem jaki pojawił się na ustach rowerzystów, jest fatalne rozwiązanie w ciągu ulicy Mogilskiej. Ścieżka rowerowa biegnąca z Nowej Huty, kończy się nagle na jezdni i rowerzyści mają do wyboru, albo zejście z roweru i doprowadzenie go do ronda mogilskiego- w końcu chodnikiem jechać nie mogą bo mandat od razu ich złapie- albo wjechanie na jezdnię co do tej pory skończyło się kilkoma wypadkami. Odcinek o którym mowa to tzw. "Setka samobójców". I znów ZiKIT obiecuje poprawę, ale nie wcześniej niż za 4 lata. 

Dramat. 

Do tego wszystkiego, włączają się oburzeni "roszczeniami" rowerzystów zmotoryzowani mieszkańcy Krakowa, którzy radzą nam, byśmy rowerami jeździli poza Krakowem i nad Wisłą. 

DZIĘĘEE KUUUU JEEEE MYYYY!


Życzę wam miłego tygodnia, w którym pewnie jeszcze się spotkamy:)

Niezależny Recenzent Miejski


poniedziałek, 10 maja 2010

Futuryzm diaskopu

Słowem wstępu...

Pada, 

Wypada więc powiedzieć to i owo na ten temat. Przynajmniej skomentować, że mokro, chłodno i kałuże atakują podeszwy. 

Można, a nawet wypada, bronić aury. Bo jakże to, wszak jeszcze niedawno nie widać było chodnika, i wszyscy modlili się tylko by już przyszła wiosna, ciepły wiaterek rozbudził liście a zima odeszła precz daleko. Nastał wreszcie czas zieleni i ciepła, lecz deszcz atakujący zewsząd i w najmniej spodziewanym momencie znów psuje miny. A mnie jest dobrze. Jest ciepło, wcale nie duszno i świeżo. Ulice same się myją, i wszystko wygląda trochę bardziej uroczyście, w tej wilgotnej pogodzie. Po za tym moi drodzy, to co nas dotyka, gdy pędzimy na tramwaj czy autobus, nie jest najstraszniejszym potopem i nie ma się czego bać. No chyba, że któreś z was jest wyjątkowo słodkie, wtedy bez parasola ani rusz z domu!


Dzisiejszym tematem przewodnim przeszkadzajek (czyli tego co pomiędzy tekstem, lub dla innych to czego za mało jest w stosunku do tekstu), niech będą słodkości. A Ty dziewczę z "lolipopem" bez parasola nie wystawiaj nosa z domu :)

Zaskakująca uczelnia...

Uczelnia, ma zaskakującą jest. Nie, wcale nie narzekam, szczerze, lubię tak kampus jak i ludzi których na nim spotykam. Ale nie jeden przeżyć może zaskoczenie, wchodząc w mury uczelni przy Rakowickiej. Oto bowiem dowiedziałem się dziś, że juwenalia, które uważałem juz za zakończone, ciągle żyją i nie pozwalają studentom wrócić do nauki. Oto bowiem na mojej uczelni, dziś odbyły się zawody międzywydziałowe, (gdy zwijałem się do domu, wygrywał mój wydział!), a już jutro koncert juwenaliowy, którego gwiazdą w tym roku będzie zespół T-Love. Co więcej, dowiedziałem się, o godzinach rektorskich. Dziwy nad dziwami, ale bardzo miło mi z powodu imprezy. 


Się sypie...

Sypie nam się Kraków, zwłaszcza w oczach przyjezdnych, jak bowiem inaczej widzieć mają to piękne miasto, skoro zaraz po wyjściu z Galerii Krakowskiej, a więc i Dworca, na ul. Pawią, widzą dwie zniszczone kamienice, które ledwo stoją. Co więcej, niedawno, fasada jednej z nich nie wytrzymała i na ulicę posypały się cegły. Bardzo szybko zamknięto część pasa ruchu, i ogrodzono chodnik, wyłączając z użytkowania przystanek autobusowy, ulokowany tuż pod kamienicą. Niemniej problem pozostał, bo nie widać od miesiąca żadnych zmian przy tej działce. Podobno jest inwestor, podobno ma plan, jest podobno i wizualizacja, ale choć widziałem ją rok temu, to nadal nie widać efektów jakichkolwiek prac. Pojawiła się co prawda siatka zabezpieczająca fasadę, a raczej przechodniów przed fasadą, ale to wszystko. Ściągnięto nawet w miarę wyglądające banery zasłaniające kamienice, które imitowały zdrowy budynek. Po co? Na co? Komu? Problem stoi i straszy a turyści widzą jak sypie nam się Kraków. Chyba, że o to właśnie chodzi, by sypało się, sypało, i wreszcie samo z siebie zawaliło. 

Na osłodę wszystkim zniesmaczonym...


A tym którzy nadal wzdychają z dezaprobatą nad pogodą, przypominam, że nie takie suche lato piękne, jak je malują...

W kolejnym odcinku, czysta recenzja, płyty którą smakuję z wolna, i coraz to bardziej mnie ona urzeka, czyli zapowiadany niedawno- Czesław Mozil i album "POP".

Zapraszam

Niezależny Recenzent Miejski 


wtorek, 20 kwietnia 2010

Spóźnienie na pociąg niesie ze sobą poważne konsekwencje!

Witajcie, 

Z powodów oczywistych, wstrzymałem się od publikowania jakichkolwiek recenzji w ubiegłym tygodniu. Materiału na nowe nagromadziło się za to co nie miara. 

Bez zbędnych ogródek, zacznę więc od recenzji pierwszej.

Uda czy Powieki? Kuszą tak samo...

W piątek 9 kwietnia, w klubie na Krakowskim Kazimierzu odbył się interesujący koncert dwóch grup muzycznych- rodzimej Krakowskiej formacji UDA oraz Warszawskiej grupy POWIEKI

Koncert reklamowany plakatami obwieszczającymi muzykę z pogranicza szpiegowskiego jazzu i psychodelii przyciągnął nasze skromne grono w progi tegoż klubu. Na moje nieszczęście i co dziwne w stosunku do zwyczajów klubowych- koncert rozpoczął się punktualnie, przez co straciłem sporą część występu grupy UDA. Moje niezadowolenie z tegoż powodu spotęgowała fantastyczna gra zespołu, którego muzykę dane mi było poznać. W ciągu krótkiego występu jakiego byłem świadkiem, rzuciła mi się w oczy przede wszystkim, niesamowita koncentracja perkusisty, który choć wydawał się zasypiać, utrzymywał trio w rytmie, co przy zmianach tegoż, było nie lada wyczynem.  Drugą postacią która zrobiła na mnie wrażenie był gitarzysta wykorzystujący swój instrument na wszystkie możliwe sposoby. Także i bas, powodował miłe uczucie, nadając całości ład i ogładę. Ogólne wrażenie? BOMBA!

Zresztą sami posłuchajcie jak brzmi zespół- na przykładzie utworu "Pomórnik" który na mnie osobiście zrobił niebywałe wrażenie. 

I jeszcze feministyczna pani pedagog dla wszystkich sfrustrowanych uczniów...

Robi wrażenie prawda? Dla mnie osobiście, formacja wyczynia rzeczy podobne do zespołu Orange The Juice, o którym już zresztą kilka razy mówiłem i pisałem. 

Nie wierzycie? Nie pamiętacie? Przypominam więc zespół:

Strona zespołu UDA na portalu myspace: http://www.myspace.com/udauda

POWIEKI, nie zrobiły już na mnie tak dużego wrażenia, i to wcale nie przez to że są z Warszawy:). Ot po prostu ich muzyka, nie przemawiała do mnie... do pewnego momentu, ale o tym później.

Tym co skupiało uwagę był na pewno gitarzysta, który swoimi postawami wprawiłby w zakłopotania nie tylko Avril, ale i pewnie większość młodych artystów muzyki indie rockowej.

Przez sporą część koncertu skupiałem się na perkusiście, który pruł przez fale muzyki zespołu nie zbaczając na wyrastające to tu to tam gitarowe i basowe góry lodowe. 

I w końcu wokal. Miejscami podwójny, częściej solowy. Wokal nadał całości kształtu przypominającego wariację na temat spotkania CKOD z Myslovitz. Ciekawa mieszanka, która w mojej głowie zaowocowała kilkoma obrazami i paroma muzycznymi uśmiechami. 

Muzyka zespołu, przepełniona efektami, była momentami zbyt przytłaczająca, by być zjadliwą, a teksty nie zawsze trafiały do mojego serca. Wyjątkiem, który zmienił w koncercie wszystko był dla mnie utwór "Zapalniczki". 

"Zapalniczki" sprawiły, że zachciało mi się słuchać, nie tylko gry ale i tekstu. Niestety nie udało mi się znaleźć odpowiedniego video na youtube, dlatego odsyłam was do strony na portalu myspace.

Strona zespołu POWIEKI na portalu myspace: http://www.myspace.com/powieki

A na zachętę zostawiam wam "Algorytm lotu", nie mniej ciekawa kompozycja, która spokojnie mogłaby rywalizować z większością polskiej sceny rockowej. 

Dlatego, nie zrażajcie się na koncertach tym, że jest zbyt głośno lub image sceniczny nie odpowiada wam! Często możecie w ten sposób przegapić bardzo fajnych wykonawców, którzy choć nie sprzedają miliardów płyt, to są ciekawymi elementami sceny muzycznej. Jak choćby Powieki czy Uda. Całość koncertu oceniam na 8 w mojej 10 stopniowej skali N. Brawo i oby tak dalej. Z pełną świadomością skutków, zapraszam was więc na kolejne koncerty w Kawiarni Naukowej. 


Czas i na obiecywaną kolejną płytę, tym razem nieco olejną. 

Dlaczego olejną i kto stworzył dzisiejszy temat? Zespół RAZ DWA TRZY i jego nowa płyta "Skąd dokąd" zrobiły na Niezależnym spore wrażenie. Ba możliwe że będzie to najlepsza płyta pierwszego kwartału tego roku. Złośliwi powiedzą, że nasłuchałem się Trójki, i dlatego z takim entuzjazmem opiszę płytę. Prawda jest taka, że choć wspomniana stacja przesadzała z puszczaniem utworu "Dalej niż sięga myśl", to jednak opinię na temat materiału wyrobiłem sobie sam. 

Płyta kompozycyjnie oleista. Dlaczego? Ci którzy znają twórczość zespołu wiedzą, że dominują w jego muzyce nuty i dźwięki niskie, które brzmią tak, jakby poruszały się w bardzo upalnym powietrzu po świeżo wylanym asfalcie. Taki urok zespołu. Nowa płyta oferuje nam 11 utworów, kompozycyjnie wspierających się nawzajem. Nie będę rozpisywał się na temat wszystkich, ocenię te które spodobały mi się najbardziej. 

Największe wrażenie zrobił na mnie utwór "Już" utrzymany w konwencji lekko nawiązującej do reggae. Przyjemny i mało agresywny tekst idealnie komponuje się z stonowaną grą gitar. 

Utwór numer dwa na liście, to na pewno "Oto papieros w dłoni", który chętnie umieścił bym w soundtracku z filmu "Kawa i Papierosy". Majstersztyk w tekście, jak i aranżacji muzycznej. Niby wszystko o niczym, a jednak robi wrażenie. 

Brawo. 

I wreszcie numer trzy- "Zgodnie z planem" piosenka, która pomimo że znajduje się na trzecim miejscu mojej listy, powinna być traktowana jako najlepsza w całym zestawieniu. Muzycznie dopasowuje się ona do każdego nastroju, co sprawdziłem na sobie. Polecam szczególnie tym, którzy zmęczeni, chcą wypocząć i zrelaksować się po ciężkim dniu pracy. 

Czas na ocenę ogólną płyty:

W skali 1/10 N "Skąd dokąd" otrzymuje kolejno:

Muzyka ...............................N N N N N N N N N N 

Teksty..................................N N N N N N N N N N 

Cena......................................N N N N N N N N N N

Okładka.................................N N N N N N N N N N 

Ogółem..................................N N N N N N N N N N

Jednym słowem...


Z muzycznym poważaniem :) Niezależny Recenzent Miejski


poniedziałek, 15 marca 2010

Osiemdziesiąt jeden i pół żywiołu

Witajcie, 

Po czasie zadumy i przemyśleń na temat ciał astralnych i kondycji polskiej piłki nożnej powracam do was z recenzją świeżutką. 

Czegoż dotyczyć będzie wpis? 

Festiwal 3 Żywioły i jego wpływ na moją psychikę- subiektywnie i niezależnie :)

W niedzielne przedpołudnie, można robić trzy rzeczy. 

1. Iść na spacer- niestety odpadło bo pogoda wczorajszego dnia przywitała nas deszczem, 

2. Iść do kościoła - owszem można, 

3. Spać.

Mnie nie dane było zakosztować żadnej z w/w czynności z uwagi na festiwal, na który wybrałem się wraz z Niezależną. 

Festiwal, odbywał się od piątku do niedzieli, w budynku NCK im. Cypriana Kamila Norwida. Oczywiście dojechać tam ode mnie, nie jest tak prosto, więc zmokłem i lekko zmarzłem, ale wreszcie wszedłem do rzeczonego budynku z uśmiechem na ustach i chęcią zdobycia wiedzy.

Pierwszy punkt programu- warsztaty fotograficzne, nie zraził mnie ani tym, że sala wypełniona była po brzegi, nie przeszkadzało mi też to że ktoś chuchał mi do ucha- nie. Było nawet całkiem przyjemnie. Ciemno, kameralnie, przytulnie. I gdyby nie pan prowadzący byłoby to nawet miłe doznanie. Niestety pan prowadzący, a jak się później okazał współorganizator, oraz jeden z 2 prowadzących całą imprezę, pozbawił mnie lwiej części przyjemności płynącej z tegoż spotkania. Nie będę rozwodził się na temat wszystkich wad, które wytykałem mu w głowie, napiszę tylko, że odniosłem (subiektywnie!) wrażenie, że pan wie wszystko o wszystkim i nikt ale to absolutnie nikt nie wie lepiej. Nikt. On wie. Nikt nie wie tak jak on. To co mówił było bardzo interesujące, ale to jak to mówił odbierało mi chęć słuchania, dlatego uciekłem przed końcem spotkania i oczekiwałem dalszych części programu. 

W głównej sali, udało się zlokalizować trochę miejsca, więc wyposażony w krzesło, balansując nad przepaścią schodów, zasiadłem i słuchałem. Słuchałem i oglądałem. Oglądałem i myślałem. 

Temat slajdowisk, został wybrany bardzo trafnie, opowiadano o miejscach gdzie jest albo niebezpiecznie, albo gości wojna. 

Pierwsza prezentacja, slajdowisko pełne zdjęć, zaprezentował Bartek Piziak. Jego pokaz traktował o Irackim Kurdystanie, i o tym jak pięknym, a zarazem interesującym miejscem jest ten rejon świata. Trochę historii okraszonej humorem, oraz masa zdjęć, pobudziła gości zgromadzonych w auli, i zachęciła do uważnego słuchania. 

Kolejna prezentacja, tym razem w wersji żeńskiej, zaprezentowana została przez Anie Maciąg. Tytuł- Kobieta w Islamie, mógłby sugerować, że oto przyjdzie nam się zetknąć z historią uciśnionych kobiet w krajach arabskich. O dziwo pokaz traktował o podróży do - Iranu oraz Pakistanu pani Ani- która to wybrała się w tę podróż na rowerze, i oczywiście o kobietach. Bardzo pozytywnym aspektem prezentacji było to, że autorka zaznaczyła, że sytuacja kobiet z naszego punktu widzenia zła- nie do końca jest tak odbierana przez nie. Na zdjęciach obserwować mogliśmy zwykłe życie, zwykłych kobiet, i tylko na końcu, gdy prezentacja przeszła przez Pakistańską granicę, zrobiło się duszno i nieprzyjemnie. Ale prezentacja na plus. 

Dodam, że przed tym pokazem, jeden z prowadzących ;] poszczycił się znajomością kunsztu krotochwil i żartów, niemalże  dorównującą artyzmowi naszemu ulubionemu Karolowi  Strasburgerowi...

Oglądają telewizję 2 blondynki. Nagle jedna pyta drugiej- hej powiedz mi bo ja już sama nie wiem, mówi się Irak czy Iran?

Nim rozpoczęła się kolejna podróż, widzowie obejrzeć mogli kilka fotokastów- niestety ja w tym czasie, szukałem precelków i innych artefaktów, mogących zabić mój głód. Na szczęście zdążyłem na ostatnie dwie, wspaniałe moim skromnym zdaniem prezentacje. 

Najpierw na scenie pojawił się Bartek Tofel wraz ze swą multimedialną opowieścią wprost z Innego Afganistanu. Opowieść, o specyficznym, górskim rejonie korytarza Wachańskiego, nie brzmi zbyt obiecująco, jednak wspaniałe zdjęcia i niezapomniana lekkość przemawiania pana Tofela, skłania mnie do stwierdzenia, że była to najlepsza prezentacja tegoż popołudnia. Przemawiający potrafił obrócić w żart nawet tak prozaiczne rzeczy czy sytuacje jak przygody z osłem czy wędrownych handlarzy, oferujący klientom chińskie latarki, za grube pienią... kozy. 

Koniec końców przyszedł czas na ostatnią prezentację po której w programie zostały rzeczy mniej mnie interesujące. Ostatnim, ale na pewno nie ostatnim wśród mówców był Grzegorz Lityński. Wraz ze swą opowieścią o Sri Lance, wprowadził nastrój zadumy nad losem i czynami człowieka. Jego prezentacja, była wyciszająca, i to nie tylko za sprawą muzyki Loreeny McKennitt, ale przede wszystkim za sprawą tego w jaki sposób była prezentowana. Poprzedni mówcy, mówili wiele. Raz lepiej, raz gorzej, pan Lityński natomiast mówił mało. Kiedy jednak przemawiał, wydawało się, że oto nadał ostateczny sens obrazom pojawiającym się przed oczami widza. Prezentacja, nie posiadała najlepszych zdjęć (choć wg mnie tak) a większość z nich była przerobiona, jednak reportaż jaki został do nich przygotowany, napawał podziwem. 

Koniec prezentacji oparł się na tragicznym tsunami, które nawiedziło Sri Lankę w 2004 roku. 

A oto muzyka, jaką opatrzony był epilog prezentacji:

I jak sam autor dodał, piosenka ta, pasuje swoją warstwą tekstową idealnie, jako epilog do tragicznych wydarzeń które miały miejsce na tej malowniczej wyspie. 

Festiwal dla mnie- na plus. Pomimo małych "niesmaczków" bardzo miło spędziłem czas, a obrazy, które dane mi było zobaczyć, ciągle stają mi przed oczami. 

WiĘści...

1.Ochroniarz odciął dłoń klientowi klubu go-go

Niebezpiecznie może być w klubie "Extaza", o czy przekonać możecie się czytając artykuł. W skrócie: wczoraj w nocy w w/w klubie włączył się alarm, na miejscu zjawił się patrol policji, który zauważył, wypadających z klubu 2 ludzi. Nagle jeden z nich zamachnął się na drugiego (jak się okazało maczeta..0_o sic!) i odciął mu dłoń. Policjanci pojmali go. Przedstawił się jako ochroniarz, i tłumaczył się, że rzekoma ofiara była napastnikiem, który wszczął w klubie burdę. No tak oko za oko... aaa, to może złodziej był? Złodzieje pozbawiani byli dłoni, wedle średniowiecznego prawa, za karę, oraz by więcej grzechu nie popełniali.

Ochroniarzowi gratulujemy poczucia obowiązku, poszkodowanemu kibicujemy by przed ew. rozprawą wykurował się (lekarze maja dłoń przyszyć dziś... a może już im się to udało?).

2.Szukamy trzech fasad dla Galerii Krakowskiej

O tak, to najnowszy gorący temat gazety. Wg. dziennikarzy Gazety, GK straszy turystów oraz mieszkańców Krakowa brakiem fasady. 

Fasada – efektowna elewacja budynku, o szczególnie dużej dekoracyjności, często nawet monumentalna, spełniająca funkcje reprezentacyjne wobec całego gmachu, a przez to wyróżniająca się spośród pozostałych elewacji. Zazwyczaj jest to elewacja przednia, jednak w budynkach narożnych mogą istnieć dwie fasady, a w wolno stojących nawet trzy lub wszystkie.

Fasada, oprócz szczególnie bogatego zdobienia, może być wyposażona również w dodatkowe elementy architektoniczne, jak kolumny itp., a swoim charakterem nawiązywać do reprezentacyjnych budowli z minionych epok architektonicznych, często nawet antycznych. Może jednak przybierać także inną formę, np. posiadać charakter ultranowoczesny.

Gdyby spojrzeć dziś na GK, można by rzec,  że fasada jest- nowoczesna (lekko post industrialna), i ciekawa. Do tego jest ona całkowicie bezpieczna, bo żadna szyba nie spadnie przechodniom na głowę. O co więc tyle zamieszania? Podobno rani ona uczucia estetyczne. Wg. mnie nie mniej ranią uczuć estetycznych proponowane przez dziennikarzy rozwiązania, jak np. umieszczenie na fasadzie neonu (trochę to PRL-em pachnie), czy obsadzenie budynku bluszczem (No tak bo bluszcz jest wiecznie zielony i w zimie wygląda fantastycznie). Niemniej dyskusja na temat trwa. 

3.Krakowscy mieszczanie i ich ulubione miejsca

Pomimo, że nowy temat do dyskusji już gazeta ma, to jednak ciągle eksploruje stary. Drażliwy, prowokujący i nudny. Kto jest krakusem a kto nie i dlaczego, i gdzie Kraków jest, gdzie się spotyka?

Na te pytania odpowiedzi możecie szukać już od 2 tygodni na portalu krakowskiej gazety. Niby nic, ale gdy człowiek bliżej przyjrzy się proponowanemu tekstowi dostrzega jawną reklamę pewnych miejsc- typowych dla spotkań krakusów. 

Nieładnie, i szczerze powiedziawszy mało oryginalnie. 



Wrzesień