czwartek, 8 września 2011

Prawdziwi Superbohaterowie - czyli rzodkiewka w pelerynie

Witajcie,

Nowy sezon niesie ze sobą potrzebę rozpoczęcia go czymś barwnym i światowym. Z dwóch rozważanych tematów wygrał naszym sercom bliższy- Real Life Superheroes. Spotkaliście się już z tą nazwą? Może oglądaliście Kick- Ass'a? A może nie wiecie jeszcze nic (każdy oglądał Kic-Ass'a, a jeśli nie to czytał komiks, jak można przegapić tak miodną rolę Nicolasa Cage'a?<B.B>) Nie będę opowiadał wam całej historii o tym skąd wzięli się w Salt Lake City i innych amerykańskich miastach goście w kolorowych uniformach, ale postaram się w obiektywny sposób ocenić ich działania. Ocenić na tyle na ile może to zrobić ktoś kto nigdy świata w masce nie ratował.

środa, 7 września 2011

Na żywo z Bałaganu- czyli niedługo wracamy!

Witajcie,

Wakacje się skończyły, a wasi recenzenci w osobie Niezależnego i Bogdana powracają na strony bloga Niezależny Recenzent Miejski.

W nowym sezonie garść nowości, min. ambitny plan podcastu, nowy kalendarz koncertów nadchodzących oraz cała masa artykułów. To wszystko już wkrótce.
Niemniej by nie pozostawać dłużnym czas podjąć dialog z komentarzami, które rzuciły mi się w oczy niedawno na blogu- the first one is....

sobota, 21 maja 2011

Krakowskie Juwenalia 2011, oczami domatora





Witajcie,

Dawno już nie pisałem dla was. Może nie było tematów? Może zabrakło tego czegoś co poruszy oko, ucho i serce Recenzenta? Może po prostu zbyt leniwy nastrój dopadł Niezależnego. Wszystkie te opcje wydają się być prawdziwymi, nastał jednak czas by przeprosić się z klawiaturą i ocenić to i owo.

Cóż jednak tak mną wstrząsnęło, by skłonić do napisania nowego posta? Odpowiedź w nagłówku. Oto bowiem w grodzie Kraka, odbywają się mityczne Juwenalia, w których i ja udział biorę.

Drugim z przyczynków by złapać za pióro jest nowa postać polskiej blogosfery- Bezpośredni Bogdan, który od dziś łoić będzie wszelkie skazy tego świata. Witajże nam Bogdanie.
Tyle z ogłoszeń parafialnych. Jeśli macie ochotę przeczytać co Niezależny oraz Bogdan sądzą o tegorocznych Juwenaliach, a przynajmniej o tym fragmencie w którym uczestniczyli ciałem i duchem, zapraszamy poniżej.

Niezależny Recenzent Miejski & Bezpośredni Bogdan
(zdjęcie rodzinne)

środa, 2 marca 2011

Muzyka płynie z czarnych kluczy


Witajcie,

Z czym kojarzy wam się fraza "czarne klucze"? Bo chyba tak najlepiej przetłumaczyć termin The Black Keys. Mnie osobiście z nutami, ew. z tymi małymi "niewiadomopoco" istniejącymi czarnymi klawiszami na klawiaturze pianina. Pewnie ktoś życzliwy niedługo wytłumaczy mi ich przeznaczenie, jednak ja laik w kwestii techniki pianina i tak nie zrozumiem. Niemniej wracając do kluczy. Nuty są mi chyba najbliższe kiedy myślę o The Black Keys- nuty, i to te najlepsze, starannie dobrane, uzupełniające się wzajemnie, tak, że tworzą harmonię- nie natarczywą, nie zajmującą, ale taką która na długo zapada w pamięci.
Dziś tekst o zespole, a w zasadzie o wrażeniu jakie wywarła na mnie muzyka, serwowana przez zespół The Black Keys. Gorąco zapraszam fanów, ale i tych którzy szukają czegoś oryginalnego, świeżego i posiadającego moc świetlówki zanurzonej w beczce wódki.




środa, 23 lutego 2011

Mały człowiek- lew i synowie

Witajcie,

Obiecałem wam recenzje, i oto jest. Nie zdążyłem co prawda z opisem dokonań grupy The Black Keys (utknąłem gdzieś na wysokości albumu live), ale za to mam coś jeszcze lepszego. Dziś opowieść o czasach przeszłych, muzyce akustycznej, która potęguje swój przekaz nie za sprawą narastającego bitu, nie dzięki tańczącym w teledyskach, nastoletnim kuso odzianym pannom, a dzięki mocy, która w niej drzemie. Moc ta jest wielka, bo potrafi zaczarować na wiele, wiele godzin, zatracając w poczuciu słodkiego rozmarzenia. Zapraszam was do recenzji albumu grupy Mumford and Sons, która już od ponad tygodnia zawładnęła moją głową. Ale najpierw zwiastun, wideoklip, żeby wyrazić się zacniej. Miłego słuchania!




wtorek, 15 lutego 2011

Grammy 2011 pełene niespodzianek

Witajcie,

Dziś, po ponad miesiącu ciszy w eterze powracam w balasku odbitym, blasku gwiazdek i gwiazdeczek, które z nadzieją w swoich serduszkach, zjechały by podziwiać i być podziwianymi. Gdzie? Jak? Po co? Grammy daje odpowiedź na wszystkie te pytania.


Złote gramofony są bodaj najbardziej pożądanymi wyróżnieniami w światku muzycznym, przynajmniej tym, który krocie zarabia na naiwności i chwytnych melodyjkach, żywcem wyrwanych z noki 3310. Najlepiej ten pierdolnik obrazuje klip znakomitego prześmiewcy Jona Lajoie...




czwartek, 23 grudnia 2010

Lądujemy (delay) w Zaraz wracam Tu

Witajcie,
Zebrałem całkiem sporo materiału do recenzji, ale nie miałem do tej pory pomysłu w jakim sosie go zanurzyć, tak by smakował jak najlepiej. Wczoraj pojawił się pomysł, a jak wiadomo, z pomysłem dobrze się przespać- skoro jednak z rana nadal siedział mi na ramieniu i natrętnie szeptał do ucha, uznałem, że jest pomysłem na sos wybornym.


Do rzeczy. O czym w dzisiejszym wydaniu Niecodziennika? Koncert, grupa muzyków i Zaraz Wracam Tu, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Zaraz Wracam Tu, NiPU, Kazimierz Dobrowolski, Paweł Michalec & Friedns oraz The Redskiss! Zapraszam do recenzji.

wtorek, 21 grudnia 2010

Odwilż mózgu

Witajcie,

Wilgoć panuje dziś na ulicach większości polskich miast. Jakoś tak bywa, że i w Krakowie dopadła nas ta plucha, mokro i wszystko co powinno trwać tylko chwilę- w ten sposób by odwilż nigdy nie zamoczyła zelówek naszych tenisówek.

Dziś świat dopadł mnie i sprawił, że przestałem patrzeć na jego cukierkowe zachcianki, lepkie promienie słońca i ćwierkające do siebie gimnazjalne podręczniki.
Frustrację moją spotęgował kierowca. Nie byle jaki kierowca bo ten który wozi ludzi swym niebieskim autobusem, zwykle z jakimś dziwnym tajnym numerem. Kierowca, który w nosie ma spieszących się pasażerów i ich szaleńczą pogoń za czasem- byle szybciej na przystanek.
I ja dziś biegłem, widząc nadjeżdżający tramwaj- jechał wolno, jakby dając nadzieję. Już już dobiegałem do linii stu metrów, gdy zamknął drzwi. Czekał, dobiegłem spocony, zmęczony i gdy moja ręka dosięgała już przycisku otwierającego drzwi- ruszył. Gnida z uśmiechem na twarzy, pewnie przez kolejnych pięć minut wizualizowała sobie moją twarz- widział mnie bo biegłem od frontu tramwaju. Gnida.
Specjalnie dla niego i wszystkich innych, którzy wizualizują sobie zmęczone twarze podróżnych dobiegających z nadzieją na przystanek- klip.



poniedziałek, 20 grudnia 2010

Randka w ciemno z śniadaniem do łóżka

Witajcie,

Tytuł posta, jest co tu dużo mówić- wymowny. Ale zawiodę was, recenzja nie będzie dotyczyć życia seksualnego ziemian- przynajmniej nie tych prawdziwych ziemian.
Recenzja, którą dziś wam proponuję dotyczy filmów, ba! Kinematografii Polskiej i jej metamorfozy w ostatnich latach, z kina ambitnego, nagradzanego i uznawanego za kanon, do tego co dziś króluje na polskich ekranach kinowych- słowem przydługich teledysków i niedyskretnych reklam.

środa, 1 grudnia 2010

Muzeum Schindlera i inne rzeczy w błocie upuszczone.

Witajcie,

Niedawno polecałem wam odwiedziny muzeów Krakowskich, zamieściłem nawet krótki program itd.
Bokiem niestety wyszła mi ta impreza. Oczywiście wybraliśmy się na zwiedzanie i odwiedzanie, wybierając jako cel- Zabłocie. Przecież niedawno otworzono tutaj, dwie najciekawsze placówki na mapie muzealnego Krakowa- MOCAK i Muzeum Fabryka Schindlera. O ile pierwszy z wymienionych przywitał nas z otwartymi, pustymi wręcz ramionami, o tyle druga pozycja nie przywitała nas wcale.

niedziela, 28 listopada 2010

Awaryjnie bez dymów. Recenzja koncertu NiPU, Klub Awaria 27 XI 2010r.

Witajcie,

Z wczorajszej puli wydarzeń, obraliśmy za cel klub Awaria, mieszczący się na rogu ulic Mikołajskiej i św. Krzyża. Przyczajony w piwnicy lokal, nie od wczoraj zapewnia bywalcom hektolitry trunków i godziny muzyki na żywo. Można śmiało powiedzieć, że Awaria znajduje się w ścisłej czołówce klubów muzycznych Krakowa.
Coś jednak się zmieniło. Z dniem 15 listopada wprowadzono restrykcje, które uderzyły także i w to miejsce. Z lokalu zniknął dym i palacze. Jedni z zadowoleniem przyjęli nowe przepisy, inni pojedynczo i grupkami wystawali na zewnątrz, marznąc i zacierając ręce w kłębach dymu.



Nie wybraliśmy się jednak do Awarii po to by ocenić czy w niej pachnie czy nie, wybraliśmy się na koncert zespołu NiPU, na którego recenzję zapraszam!

sobota, 27 listopada 2010

Horror w tęczowej oprawie

Materiał pochodzi z bloga Niezależnego Recenzenta Miejskiego

NIE MAM "ZIET"- za co serdecznie przepraszam... uciekło, ale już je gonię!

Witajcie,

Jak już pewnie zauważyliście, na stronie pojawił się kalendarz z nadchodzącymi wydarzeniami, które nawiedzą miasto Kraków. Kalendarz, wypełniam po brzegi nadchodzącymi koncertami, wystawami czy wykładami- słowem, wszystkim co związane z szeroko pojętą kulturą. Kalendarz byłby niczym, gdybym nie trzymał się go, i za jego sprawą nie czynił recenzji nowych. Nie inaczej jest z jego premierą.
Z szerokiego grona dzisiejszych koncertów, wybraliśmy jeden, który z tych i innych powodów wydał nam się ciekawy. Koncert, czy raczej projekt, miał miejsce w Dębnickim Centrum Kultury- Tęcza, małym zacisznym i klimatycznym kino-teatrze, który przycupnął tuż obok Mostu Zwierzynieckiego. Skrótem- recenzja poniższa, dotyczy wizualizacji, i muzyki, kinematografii, Południcy, Żmija, Ducha i Wnętrz, nie koniecznie w tej właśnie kolejności. Do recenzji serdecznie zapraszam.

piątek, 26 listopada 2010

NIECODZIENNIK MUZYCZNY - 04.11.2010 - Niecodzienna Brodka

Wiadomość o nowej płycie Moniki Brodki, nie zrobiła na mnie najmniejszego wrażenia- pomyślałem "ot, kolejny gniot made by pop gwiadken from idol". Do płyty więc nie zajrzałem i nie miałem nawet zamiaru, znając wcześniejsze dokonania artystki. Sytuacja zmieniła się diametralnie w chwili gdy nastał ten czas- czas nudy i nicnierobienia, kiedy nawet meteoryt przelatujący za oknem nie jest w stanie wyrwać nas z stanu bliskiemu letargowi. Po wklepaniu adresu youuuutubbbbba, na pierwszej stronie wyświetlił się klip M.B. "W pięciu smakach"- gorzej już być nie mogło, a terapia wstrząsowa mogła pomóc, więc kliknąłem "play". Nie stało się nic nadzwyczajnego, ale uruchomiłem klip raz jeszcze i jeszcze raz, i nim się obejrzałem już w rękach miałem płytę artystki- świeżą, pozbawioną oczekiwań, nadmuchanej pychy czy podpowiedzi gwiazd "szajsbiznesu". Płyta zaskakiwała z każdym kolejnym kawałkiem- dziś wydaje mi się że tylko jeden lub dwa utwory nie są najlepsze, ale wciąż mogą spokojnie przebić się przez cały ten szajs puszczany w wszelakich popkulturowych mediach. Zaskoczyły mnie nie tylko słowa, zalatujące lekko poezją, ale i ciekawe kompozycje, które pozwoliły już po pierwszym przesłuchaniu płyty na stwierdzenie, że o ile pani M nie zmieni po tym materiale pomysłu na siebie to może już niebawem dorobimy się własnej wersji Bat for lashes, czego wam i sobie życzę.

A by nie być gołosłownym poniżej utwór "Saute", który przypadł mi niezmiernie do gustu.


N.R.M.





niedziela, 10 października 2010

O Nowej Hucie słów pisanych klika

-Witajcie- pociągając nosem rzekł dorożkarz i wsunął głowę głębiej jeszcze w obszerny kołnierz płaszcza.

-Witajcie, powiem i ja. Jako że dorożkarz i jego katar wszechobecnym stali się w Krakowie, tak i ja pociągając nosem szukałem i szukałem. Znalazłem to i owo, więc znów mogę pisać i oceniać lokalne podwórko. Za braki wczorajsze, a po prawdzie pisząc dwu-tygodniowe- przepraszam z głębi mojej czarnej stalówki i zacinającego się shifta (to naprawdę irytuje gdy trzeba wciąż i wciąż używać caps-locka, bo nie chce się człowiekowi naprawić tego irytującego ustrojstwa).

Jako że, Nowa Huta, dzielnicą SMKP Krakowa jest, choć wbrew założeniom pierwotnym, jako że wspomniana domena, otrzymała zaszczytne wyróżnienie od Financial Times, trzeba by zgłębić temat. Dlatego i z innych mnie znanych powodów, dziś reportaż o Nowej Hucie, niegdyś przygotowany z okazji rocznicy powstania przez tu siedzącego za tą klawiaturą z TYM SHIFTEM Niezależnego. Życzę miłej lektury, a potem, zapraszam do przesłuchania materiału zapowiadającego recenzję, która już niebawem. A ja wracam do jazzu- tego jesiennego i lepkiego, niesionego wiatrem i dymem, mgłą i słotą- Jazzu szlachetnego.

czwartek, 23 września 2010

Słońce tyłem świeci ponad Sukiennicami i MPK

Witajcie,

Najpierw, nim dane mi będzie stworzyć horror, jakiego dawno już świat nie doświadczył, poruszę temat zapowiadany od dawna, i tak wymęczony że szkoda dłużej się nad nim rozwodzić.

Sukiennice i wyprawa do nich.

Nie zabraliśmy aparatu, kiedy w niedzielne popołudnie, tuż po pracy i zjedzeniu srogiego hamburgera (ser wyszedł, więc z cheesburgera nici), udawaliśmy się do sukiennic. Nie wzięliśmy z czystej przyzwoitości, w końcu to muzeum, a kto w muzeum pozwoliłby robić zdjecia? Pomyliliśmy się, ale cóż, nadrobimy ten błąd niebawem. Niemniej po odczekaniu swego w kolejce wijącej się tego dnia przed wejściem do sukiennic, omijającej ostrożnie rozsatwiony na płycie rynku bazar ze starociami i przeciskającej się pomiędzy kupkami świeżo opadłych petów, doczekaliśmy się wstąpienia w progi, ponoć najnowocześniejszego muzeum we wszechświecie. Przesadziłem? Jasne, może nie najnowocześniejszego, ale w porównaniu do tego co było w sukiennicach jeszcze kilka lat temu, muzeum to poczyniło krok od narzędzi z kamienia ku hiperprędkości i podróżom u boku kapitana Kirka. Mile zaskoczeni odkryliśmy że w niedzielę wstęp jest wolny. Szybko udaliśmy się w kierunku sal wystawowych, i choć szarpałem z całych sił i tupałem nogą nie udało się zaciągnąć Niezależnej na balkon mijany po drodze.
Po wejściu do głównych pomieszczeń przeznaczonych dla zwiedzających, oczywiście obraliśmy błędną drogę i miast podążać za strzałkami, my wybraliśmy kierunek- od najfajniejszego do nudnego. Żartuję, ale oczywiście najpierw wybraliśmy się do sali w której zawisł piękny swym ogromem "Szał" oraz nurtujący swą kompozycją obraz "Natchnienie malarza". Ten ostatni do tego stopnia zafascynował Niezależną, że wracała do niego kilkukrotnie. Moje osobiste spostrzeżenie, rzeźba stojąca przed "Szałem" (który na mnie zrobił piorunujące wrażenie) zasłania go z dalszej perspektywy, z której tylko powinno się go oglądać. W sali znajduje się kolejny i kolejny obraz, oraz przesławna "Czwórka" Józefa Chełmińskiego, którą każdy widział na jakiejś repodukcji, a nie każdy zdaje sobie sprawę jak płótno ogomnym i przytłaczającym jest. Dodatkowo spokojnie konkurować może z Avatarem, bo gdy człowiek dłużej i dłużej wpatruje się w spienione pyski koni, w rozpryski wody i ogólny pęd który temu towarzyszy, mimowolnie usuwa się na bok, robiąc miejsce dla pędzącego zaprzęgu. Pozostałe sale, hmm. Pięknym jest "Rejtan na sejmie" czy "Bitwa pod Racławicami", ale nie robią już tak piorunującego wrażenia. Są piękne i cieszą oczy, a o gustach jak wiadomo- nie rozmawia się.
Po opuszczeniu ekspozycji, obowiązkowo musiałem wybrać inną trasę, nż ta sugerowana przez Niezależną, co skończyło się oczywiście moją bezwarunkową kapitulacją. Schodząc krętymi schodami ku wyjściu udało się wyjść na balkony zlokalizowane przy kawiarni. Szczerze współczujemy obsłudze kelnerskiej, która w swych zwiewnych uniformach stoi na tym wypizdówku, i szczerze zazdroszczę im podziwianych co dnia widoków. Każdy powinien zobaczyć choć raz rynek z tej perspektywy- warto.

Wizyta w Sukiennicach, in plus. Bo pięknie, bo ładnie i tak miło łaskocze gdy zagraniczni turyści zachwycają się dorobkiem malarzy wychowanych tu właśnie a nie tam gdzieś niewiadomo gdzie. Kolejny cel to "Muzeum Lotnictwa Polskiego" kilkukrotnie odwiedzone kiedyś, teraz znów przyjmie nas w swoje progi. Nas z szeroko otwartymi oczami i szczęką gdzieś w okolicach posadzki, łapczywie oglądajacych cudne statki powietrzne.


Horror tylko dla tych o mocnych nerwach!

Czas sprzyja bym poruszył temat dręczący od dawien dawna mieszkańców i turystów odwiedzających Kraków- temat straszny i niebezpieczny ze względu na swoją głębię. Temat, będący zmorą każdego kto się z nim zetknął, który nie jednego wpędził już w sidła choroby psychicznej- temat Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego miasta Kraków.

Jeśli już zetknąłeś się z tą złowieszczą ogrganizacją drogi podróżniku, a po przeczytaniu nagłówka, podniosłeś się spod biurka i nadal masz ochotę na to by horror ten wciągał Cię i pochłaniał, zapraszam- na własną opowiedzialność.

Rozpocznę dziś cykl, tropienia tych abstrakcyjnych wydarzeń, które dotykają nie tylko mnie ale i innych śmiertelników, którym, dane było doświadczyć srogości organizacji o której przychodzi mi pisać.


Odcinek pierwszy- "Tramwaj, zwany 19"

Stojąc na przystanku Solvay, podróżny zdawał się nie oczekiwać szybkiego przyjazdu tramwaju. W końcu godzina była późna, a On i tak był zmęczony. Ale oto zza zakrętu od strony pętli tramwajowej Borek fałęcki, wyłonił się długi lśniący swym metalowym cielskiem potwór. Jego błyszczące reflektory omiotły szybko ulicę i naraz skierowały się na tory, gdzie miały już pozostać do końca tej opowieści- ślepe i nie zważające na nic. Tramwaj był w połowie pusty, lub może w połowie wypełniony, podróżnymi takimi samymi jak On. Zmęczonymi- po pracy, udającymi się do domu, szczęśliwymi z powodu znalezionego wolnego miejsca. Tramwaj ruszył  z cichym sykiem i pognał przed siebie. On, jak zwykle odcięty od świata, spoglądał w zaciągnięte mrokiem wieczoru okna i niewyraźne w swym pędzie samochody mknące gdzieś daleko ulicą Zakopianiską. Na wysokości przystanku Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, jeden z pasażerów podszedł do Niego i zapytał nieśmiało:

- Czy ten tramwaj jedzie na dietla?

On spojrzał na tablice powieszoną niedbale obok i wskazując na napis powiedział z uśmiechem:

- Tak oczywiście. 

Przystanek Łagiewniki. Nagle jakby trąbą powietrzną wymieceni z wnętrza wagonu zniknęli pasażerowie. Z niezorzumieniem na twarzy jeszcze niedawno rozmawiający On i zagubiny pasażer przyglądali się temu widowisku rodem z hororu sci-fi. Co się z nimi stało? Gdzie się podziali?

Do rzeczywistości panującej w MPK przywórcił ich głos motorniczego:

- Wysiadać k*wa, zjazd na zajezdnie!

- Ale czy to nie jest 19 jadąca na Krowodrzą górkę? - Zapytał on.

- Nie k*wa! nie widzisz że tablice zdemontowane?- po czym motorniczy z nonszalancją zaczął zdejmować tablice informacyjne z haków.

Rzeczywistość tak odmienna. Teraźniejszość zmieniająca się w oka mgnieniu i światła tramwaju- metalowej bestii która obserwuje dramaty pasażerów bezsilnie wyczekujących kolejnego tramwaju, który bezpiecznie dowiezie ich do domu- pod warunkiem tylko że skasują kolejny bilet, bo inaczej pojawi się...

cdn.

A tym których tramwaj nie nadjechał, autobus się spóźnia i wogóle irytuje oczekiwanie na przystanku MPK przeprasza i proponuje komuniakcję zastępczą, w wersji DIY.




Miłej zabawy z klejem życzy

Niezależny Recenzent Miejski

poniedziałek, 20 września 2010

Wisło, dziś piękniejszaś jakby? Zestawienie!

Witajcie.

Obiecałem wczoraj muzyczne zestawienie. Zestawienia moje mają charakter nie list przebojów, czy ukazania aktualnie uwielbionych nurtów muzycznych przez "moi" co raczej podkreślenie charakteru pogody i kolorytu aury jaką dni i noce roztaczają w mojej głowie, gdzieś w okolicach trzeciej myśli od lewej...

Dziś nieco radośniej, bo słońce, złota polska jesień itd.

Miejsce 10. Akeboshi i Wind



Miejsce 9. Nick Cave & The bad seeds i The Weeping song





Miejsce 8. The roots & Cody Chesnutt i The seed





Miejsce 7. Tom Waits i Sea of Love





Miejsce 6. Cat Power i Satisfaction





Miejsce 5. Tori Amoc i Blood Roses



Miejsce 4. Ratatat i Seventeen Years



Miejsce 3. Pel de Noz i O Pindo



Miejsce 2. Motion Trio & Bobby McFerrin i The Heart


Niestety nie mogę zamieścić tutaj filmu z muzyką, który zajmuje pierwsze miejsce w dzisiejszym, a w zasadzie wczorajszym zestawieniu. Po kliknięciu w tytuł przeniesiecie się wprost do wideo, którego nie da się opisać słowami. Trzeba je po prostu zobaczyć.

Miejsce 1. Jacek Bończyk i Autoportret Witkacego



Miłego słuchania, z wieczorem pachnącego Krakowa
Niezależny Recenzent Miejski

niedziela, 19 września 2010

Krew na butach

Witajcie,

Wczoraj nad Krakowem przeleciał pierwszy od set lat smok. Przeleciał i zniknął, i chyba tylko ja go zobaczyłem, ponieważ nie wywołał szczególnego poruszenia tak wśród mieszkanców grodu. Dlatego informuje was- niezależnie- smok przeleciał nad Krakowem, z kierunku południowego na północny, około godziny 13:63. Pewności nie mam ale chyba kierował się na Warszawę. Może randka z syrenką?




Ale to nie smoki i nie syrenki zajmują serca i myśli mieszkańców Krakowa- w głowach głównie im maczety. To nie tak, że odkryli ich potencjał dopiero teraz, wszak w przeszłości, broń białą królowała na tych terenach. Potem w okolicach bliższych nam czasów, zakurzone noże wyciągnął z szuflady Pan Maleńczuk i włożył je w dłonie "chłopców", wszak "chłopcy w naszym mieście, mają charaktery ciężkie, noszą noże i kastety, chętnie biją kobiety". I tak już zostało. Maczety, katany jak i pewnie dużo szersza gama białej broni, zagościła na nocnych ulicach Krakowa. Zamiłowanie do niej powoduje zapewne zabawy z bronią, po któych co i rusz któryś z miłośników tegoż oręża ląduje w szpitalu z ciężkim przypadkiem amnezji dotyczącej ew. przyjaciół z któymi tą broń umiłował. Nawet media ukochały maczety, bo możemy dowiedzieć się z nich o tym, że np. ochroniarz w Krakowskim klubie odciął dłoń klienta, znaleziono pociętego maczetami chłopaka, zatrzymano samochód z młodymi ludźmi uzbrojonymi w maczety, itd. itd...

Starałem się rozwikłać fenomen tej broni, i doszedłem do prostych wniosków.

Po pierwsze, Kraków to miasto honoru- co jak co ale broń biała jest najbardziej honorową z nam znanych, dlatego jej populaność wśród mieszkańców, jest nie mała.



Po drugie, w Krakowie mieszka strasznie dużo ludzi, co za tym idzie wykorzystanie broni palnej na zatłoczonej ulicy, wiązało by się z nieuchronną porażką- w zwarciu skuteczniejszy jest miecz samurajski czy maczeta.



Po trzeciem, Kraków to miasto rycerzy- broń rycerska to broń biała.



Po czwarte- nie powiecie mi że koleś z mieczem u pasa nie wygląda kozacko!



Wnioski mówią same za siebie- nadchodzi nowa moda, na pogrążobnych w śnie ulicach miasta- moda na miecz i drogę samuraja. Tylko czekać, aż w okolicznych kioskach pojawią się tytuły takie jak "Shogun- ostatni władca Kazimierza" czy "Twoja osełka, twój przyjaciel". Za ciosem pójdzie Galeria, w której pojawi się sklep "Twój Kowal" a na błoniach otworzy się szkoła "KendoKrak"... Świetlana to przyszłość.



A już wieczorem do posta dopłynie zestwanie niedizelnej muzyki, także dziś aktualizacja muzyki jamendo,dlaego zapraszam ponowenie wieczorem!

Niezależy Recenzent Miejski

niedziela, 12 września 2010

Kiedy Death Metal okazuje się być zbyt delikatnym

Witajcie, 

Przyszła do mnie dziś nie wiem skąd, i nie wiem dlaczego. Nie pytała czy może usiąść, czy może zająć mi chwilę czasu. Przyszła i postanowiła mi towarzyszyć, a ja, jako że nie miałem specjalnej ochoty by się szarpać czy sprzeciwiać postanowiłem nie zwracać na nią uwagi. Ale że zwierzak ten drapie i gryzie w momentach bez echa, trzeba go czymś zagłuszyć. Najlepiej muzyką. Pech chciał, że dziś akurat www.jamendo.com padło, i nic nie wskazuje na to, że podniesie się w przeciągu kilku chwil, dlatego dziś moje osobiste zestawienie prosto z www.youtube.com - piosenek jesiennych, chłodnych lub otulonych kocem ciepłej pary unoszącej się z nad kubka pełnego herbaty. Zestawienie dogrzewane kaloryferem, który wciąż niebieski i znów grzeje!

- Hura! - zakrzyknął Kot Zabójca Nudy, klepiąc się po źle ogolonej twarzy.

A teraz przed nami, trochę Krakowskie, a trochę nie, ale na pewno jesienne zestawienie 10 klipów muzycznych prosto z www.youtube.com

Miłego słuchania

Niezależny Recenzent Miejski

Miejsce 10. Don Byas i Just a blues

Miejsce 9. T.Love i "To wychowanie"

Miejsce 8. Pidżama Porno i "Stąpamy we dwoje"

Miejsce 7. Myslovitz, Marek Grechuta i "Kraków"

Miejsce 6. Black Era i "The black page"


Miejsce 5. Rob Costlow i "Bliss"

Miejsce 4. Howlin Wolf i "Spoonful"

Miejsce 3. Mahalia Jacson i "Summertime/Motherless Child"


Miejsce 2. Homo Twist i "Bema Pamięci Żałobny Rapsod"


Miejsce 1. Noir Desir i "Des Armes" oraz "A ton  étoile" 




W następną niedziele, pojawi się nowe zestawienie, miejmy nadzieję że troszeczkę cieplejsze, tak duchem jak i aurą.  

Zachęcam do odwiedzania blogów znajdujących się w zakładce- Polecam i Wam- dziś zaktualizowana lista, przyciągnęła mnie w progi ludzi, którzy nie tylko piszą ciekawe rzeczy, ale i tworzą, o czym możecie przekonać się sami. 

Jeszcze raz, z zamglonego Krakowa- 

Niezależny recenzent Miejski


środa, 8 września 2010

Wężowe opowiastki

Witajcie,

Jako że zmienił się adres, pod którym rezyduje Niezależny Recenzent Miejski, część z was pogubiła się i nie mogła odnaleźć miejsca, w którym recenzje przeplatają się z surrealistycznym planem urbanistycznym Krakowa. Staram się właśnie aby i poprzedni adres bloga był dostępny, tak więc proszę o nieco cierpliwości a już niedługo będziecie mogli wybrać czy użyć www.miastokrakow.blogspot.com czy może www.niezaleznyrecenzentmiejski.blogspot.com, by odszukać newsy o tym co w Krakowie piszczy, i dlaczego tak głośno.

Niestety nie udało się wczoraj dotrzeć w progi Sukiennic, mam nadzieję, że któryś z weekendów, przyniesie jednak sukces w tym działaniu.

Czytając dziś jeden z serwisów dotyczących Krakowa, natknąłem się na temat związany z opieszałością i ogólnym olewnictwem serwowanym w wykonaniu PKP.
 
www.pkp.pl 

Temat dotyczył jednej z dzielnic miasta, i zaniedbanego dworca, którego remontu i sprzątania musiał podjąć się prywatny inwestor, bo PKP się nie chciało.
Sprawa organizacji o której mowa, oraz jej miejsca w mieście, nakłoniła mnie do napisania właśnie tego wpisu. Obserwując to w jakim pięknym stylu rozwija się Kraków- czy to poprzez remonty starych kamienic, rozbudowę sieci komunikacyjnej, rewaloryzację parków, czy budowę nowych obiektów użyteczności publicznej, drzazgą w oku staje wizerunek pasa ciągnącego się w centrum miasta, a należącego do PKP. Nie chodzi już nawet o to, że ich majątek rozpada się w palcach, nieużywane odcinki szyn rdzewieją a budynki co i rusz zawalają się. Nie boli zarośnięty krzakami odcinek torowiska przerzucony nad ul. Prądnicką, czy opłakany stan wiaduktu na ulicą Kamienna (swoją drogą podobny, udało się wyremontować na ulicy Lubicz). Boli całokształt wyglądu firmy która niejako jest wizytówką Krakowa jak i Polski ze względu na funkcję jaką pełni.

www.nasiklasowicze.blox.pl 

Jak widać nie da się odsprzedać czy przekazać w formie darowizny terenów, które nie są już użytkowane. Nie można też pozbyć się w formie przetargu obiektów, czy wynająć peronów osobom prywatnym, które mogłyby korzystać z nich jak z ogromnych bannerów reklamowych- nie można bo nie, a w ogóle to nikt nie jeździ już koleją i nie mamy pieniędzy, a pociąg i tak się spóźni. Dlatego z wytęsknieniem oczekuję, aż na rynek polski wejdą koleje zagraniczne, które mam nadzieję nie tylko nie będą się spóźniać, ale i zadbają o to by komfort towarzyszył nam od momentu kiedy wchodzimy na peron, do momentu kiedy opuszczamy go w zupełnie innym miejscu kraju.
A póki co lecimy z naszym fantastycznym PKP. 


www.designtracker.blox.pl 

Koniec Architektury pt. 2. 

Temat architektury trzeba poruszyć po raz kolejny. Tym razem skupię się na budynkach i przedsięwzięciach, które powstały i zaczęły funkcjonować w przestrzeni miejskiej stosunkowo niedawno. Wybrałem kilka swoich propozycji i dodałem te o których pisaliście. 

Pierwszy typ to- Galeria Krakowska- choć budziła i nadal budzi kontrowersję, uważam że Kraków nie może się już bez niej obyć.

www.foto.recenzja.pl/Forum-album_showpage-pic_id-155904.html 

Nie tylko łączy ona w sobie elementy centrum komunikacyjnego ale oferuje bogatą ofertę sklepów i usług zlokalizowaną w jednym miejscu. 

www.krakowlife.com 

Na stałe wpisała się już w przestrzeń i od niej rozpoczął się proces rewitalizacji obszaru ulicy Pawiej, która stać ma się docelowo bulwarem, oferującym pełną ofertę usług skierowaną do spacerowiczów i przyjezdnych. 

Typ numer dwa- budynek biurowy przy ul. Opolskiej- (pod fantastycznym adresem Opolska 100).Vinci Office Center to nowoczesny budynek, który pomimo swojej klasycznej formy robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza po podświetleniu w nocy. 

www.centrumvinci.com 

Co więcej istnieje spore prawdopodobieństwo, że jest to pierwszy z wielu wysokościowych biurowców w pasie ulicy Opolskiej- Bora Komorowskiego. Wypełniło by to lukę, braku wysokich nowoczesnych biurowców w grodzi Kraka. Już stoi wieżowiec przy Bora Komorowskiego, jeden z kilku z nowego centrum biurowego w tym rejonie, a przy rondzie Barei dumnie pręży swoje okna budynek CapGemini. Trzymam kciuki by ta część miasta, do tej pory utożsamiana raczej z zabudową blokową, rozwinęła się w kierunku wysokich i nowoczesnych Office centers. 


Typ numer dwa w moim zestawieniu wespół z w/w budynkiem zajmuje Krakowskie GTC, zlokalizowane przy ulicy Armii Krajowej tuż obok miasteczka studenckiego AGH. Budynki Galileo Newton oraz Edison, w swojej prostocie dopasowane są do pełnionej funkcji.


www.instal-klima-projekt.pl 

Dodatkowo mają doskonałe połączenie z resztą miasta, przez co sytuują się bardzo wysoko w rankingu cenowym pod wynajem na przestrzeń biurową. Ich poste a zarazem wąskie sylwetki usytuowane obok siebie sprawiają wrażenie kolumn, stojących w rzędzie. Inwestorzy okolicznych budynków mieszkalnych zdają się podzielać moje zdanie co do piękna tej architektury, wykorzystując wzorzec w kolejnych powstających przy GTC blokach.


 www.idacdonikad2.blox.pl

Typ trzeci.Opera ul. Lubicz. Co z nią pytacie? Ano zakwalifikowałem ją pierwotnie do typu średnio udanych inwestycji- czy to przez architekta który ją zaprojektował, czy użyteczność związaną z ogromnym parkingiem, czy wręcz jej kompozycję, która nijak nie współgra nie tylko z okoliczną zabudową, ale i z sobą samą. Głównie jednak raziła mnie architektura światła jaką zastosowano w głównym holu. 
Niemniej jednak, po wizycie pod omawianym budynkiem, chwili zastanowienia a przede wszystkim analizy, doszedłem do wniosku, że to chyba jedyny budynek, (z nowo powstałych) który może mierzyć się z hotelem Forum czy "szkieletorem". Jego nowoczesna bryła, kontrastowe barwy- krzykliwe i tak fascynujące zwłaszcza w nocy a zwłaszcza nowoczesność podejścia do tematu, przywodzą na myśl to o czym mówi się i mówiło min o forum czy "błękitku". 
Budynek jest kontrowersyjny- może budzić zachwyt lub ubolewanie nad stanem Krakowskiej przestrzeni miejskiej, ale coraz bardziej zaczyna się podobać, a to znak, że jest w nim coś co przyciąga uwagę i to coś jest jak najbardziej pozytywne.

Moja mała lista nowej architektury zamknie się na operze właśnie, a ja w gąszczu Krakowskich chodników poszukam kolejnych tematów do przenicowania i obśmiania, a może wywyższenia i pochwalenia. Okaże się już niebawem.

Zakończę małą sugestia...

 ROZPOCZNIJCIE WRESZCIE SEZON GRZEWCZY! BO ZIMNO! 

  
www.iskandar-z.onsugar.com
  

Z zimnego choć słonecznego Krakowa- 
Pozdrawiam Niezależny Recenzent Miejski 

piątek, 3 września 2010

A więc stało się! Super AS napoił się winem.

Witajcie,

Stało się i póki co nieodwołalnie- zmieniłem adres bloga, by nieco go ucywilizować i określić już na wstępie mój target- miasto Kraków. Mam nadzięję że nie obraziłem nikogo tym czynem, a z tego co widzę, nie zmalał też popyt na teksty :) Niezmiernie się cieszę i polecam na przyszłość. 

Tyle słowem wyjaśnień. 

Na zakończenie tego jakże rozbuowanego posta, zostawiam moją osobistą inspirację co do nowego adresu, i dalej odliczam sobie czas do słodkiego weekendu. 

Pozdrawiam 

Niezależny Recenzent Miejski (tutaj przynajmniej nic się nie zmieniło, i zmieniać się nie będzie. Ot lubię tę nazwę za jej atuty związane z jezykołamaniem:)

PS. Już jutro moje wrażenia z wizyty w muzeum Sukiennic- o ile dotrę tam dziś, bo możę stać się różnie.

PS: PS: rozpoczynam mała kampanię reklamową bloga, za pomoc- z góry dziękuję :)


Wrzesień